Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
tumblr_static_logo_tumblr

Wyznania exjedynaczki – 7 pytań do mnie – AUTOWYWIAD

Jak się czułam, kiedy urodziła się siostra?

Powiedzieć, że słabo to jak nie powiedzieć nic. Byłam absolutnie zdruzgotana, że uwaga, która przez 10 lat była skupiana tylko na mnie nagle przeniesie się na COŚ, co prawa do tego nie ma.

Czy fakt, że urodziła mi się siostra jakoś na mnie wpłynął?

Moja mama uwielbia mi mówić, że mam wiele po babci. Nie mija się z prawdą. Tak jestem pamiętliwa i to cholernie, duszę w sobie urazę urabiając ja jak glinę by w którymś momencie ukazać wazon pełen agresji i jadu. I tak jestem arogancka. Ale to bardzo zachowawcze. Bezpieczniejsze. Wolę podchodzić do życia jak to prostytutki i szarpać je za włosy niż żałować jej losu. Jestem agresywna do tego też się przyznaje, bo nie uważam, żeby był to jakiś powód do wstydu. Na ataki reaguje atakami. Nie zachodzi mi się za skórę. Taka jest zasada. Jestem mściwa. Każdy uraz wróci do Ciebie ze zdwojoną siła uderzając w Ciebie niczym gilotyna w szyję Antoniny. Spokorniałam jednak. Przez te wszystkie lata a konkretnie 15 lat odkąd na świat przyszło COŚ nazwane moją siostrą stałam się dużo spokojniejsza. I chociaż dalej da się wyczuć w niektórych sytuacjach podmuchy dawnego JA to czasami czuje się jakby to COŚ, co przyszło na świat zabrało mi cząstkę mnie.

Czy odnalazłam się w roli siostry?

Ogarnia mnie śmiech, kiedy zadaje sobie to pytanie. Nie odnalazłam się i chyba się nie odnajdę, bo nie da się odnaleźć, jako starsza siostra. To nie jest stanowisko, na które przychodzisz od 9 do 17 i potem wracasz do swoich obowiązków. Ale to też nie praca może od tego by zacząć. Bo jaki jest wzór starszej siostry? Co, mam być ułożona? Nie wiem mam mieć własne mieszkanie, intratne stanowisko, priusa w garażu i jeść bio? Nie ma przepisu na „wzorową starszą siostrę”. To jest niemożliwe określić jakiś przepis na coś, co jest mocno ulotne. Uważam, że jestem jej dobrą koleżanką i to dużo bardziej mi odpowiada niż określenie „starsza siostra”.

Jak wyglądały i wyglądają nasze relacje?

Ooo tutaj historii jest bez liku. Oczywiście trzeba zacząć od początku, kiedy dowiedziałam się, że takowy ktoś pojawi się w moim życiu a nikt o zdanie mnie nie zapytał. Nie zbliżałam się do mamy przez to, że była w ciąży. Było to ciosem wymierzonym prosto we mnie. Tak to wtedy widziałam. Jakby miała urodzić COŚ na złość mi. Za to, że byłam niegrzeczna, bo nie chciałam do końca zjeść zupy, ale coś w tym stylu. Potem było jeszcze gorzej. Wiadomo było, że nie można zostawić mnie w jednym pokoju z dzieckiem, bo górę wezmą moje złe cechy i no nie ukrywajmy może dość do przykrego zdarzenia. Kiedy w końcu zaczęła w mówić, (na co długo czekać nie trzeba było) pękła jakaś bariera. Do tej pory mówię, że dzieci są nawet w porządku jak już są w stanie powiedzieć, że są głodne albo chcą do kibelka. Jednak to tez nie było tak, że nagle miłością zapałałam do mojej siostry. Nie, nie. Przez kilka lat przechodziła ze mną piekło i doskonale o tym wiem. Jednak, kiedy w końcu okazało się, że ma dużo ze mnie dogadujemy się całkiem jak na ludzi przystało. Jednak temperament Serwińskich, jaki w nas siedzi doprowadza nas do kłótni. Te są już na poziomie, który jest przeze mnie akceptowalny i na spokojnie mogę powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do tego, że oprócz mnie ktoś jeszcze jest w domu i że chcąc nie chcąc muszę zaakceptować jego istnienie.

Co najbardziej denerwuje mnie w siostrze?

Oj to bardzo proste pytanie. Denerwuje mnie to, co w sobie kocham. Tak wiem brzmi to idiotycznie, ale tak jest. Nienawidzę tego, że kiedy krzyczę ona się ze mnie śmieje i odwraca się tyłem. Nie lubię, kiedy na mnie prycha, chociaż ja uwielbiam to robić. Nie cierpię jak słyszę „jak ty chcesz”, (czyli zachowawczo zwalanie winy na mnie), „ja się Ciebie pytam” (to pada najczęściej, kiedy zrobimy dobra szame i zostaje ostatnia porcja), „nie, nie chcę”, (kiedy doskonale wiem, że chce), „w sumie ładne”, (kiedy po minie widzę, że to chyba najohydniejsza rzecz, jaką w życiu widziała), „nic się nie stało” (i jej mina mówiąca chce położyć się na dywanie i sprawić żeby parkiet mnie wchłonął”. Tak przez lata egzystowania obok niej denerwują mnie rzeczy, które sama robię. Denerwuje mnie jak nie odbiera telefonu. O matko! Tak to denerwuje mnie najbardziej, chociaż znajomi śmieją się, że szybciej dodzwonią się do papieża niż do mnie.

Czym się różnimy?

Wagą. Wagą na pewno się różnimy. Jest sucha jak patyk i to w dodatku na pustyni. Nie no śmieje się. Tak naprawdę to nie różnimy się jakoś specjalnie. Oczywiście nie mówię już tu o aspektach fizycznych. Bo gdyby ktoś nas nie znał i postawił obok siebie w życiu nie powiedziałby, że jesteśmy siostrami. A mentalnie też nie mamy wielu takich rzeczy, które jakoś specjalnie się różnią. Różnice wychodzą w praniu. Na przykład w sytuacjach stresowych, kiedy jesteśmy we dwie. Wiem, że musze opanować emocje, bo obłęd, w jaki wpada moja siostra bez klasyczne „Uspokój, że się dziecko” nie obejdzie się. Muzyką się różnimy, chociaż też mamy takie punkty wspólne, które miło rozbrzmiewają w dwóch osobnych pokojach. Nie jestem w stanie znaleźć takie wyraźne odmienności między nami. Ale to chyba dobrze nie? Oooo nie jednak wiem. Ja robię zdjęcia, ona maluje. Ja malować nie potrafię, ona robić zdjęcia potrafi…o boże straszna prawda, że 15 latka jest bardziej pojętna niż ja

Wróciłabym do bycia jedynaczką?

To trudne. BO czasami tak a czasami za żadne skarby. Są momenty, kiedy mówię, że mogli mi kupić psa a nie sprezentować siostrę. I mówię to z czystym sumieniem. A są takie chwile, że mam ochotę gadać tylko i wyłącznie z nią, bo wiem, że jako jedyna zrozumie, o co mi chodzi. Nie ma, nad czym gdybać. W życiu są momenty, że mamy ochotę być sami na świecie a czasami przydaje się fakt, że na tym świecie sami nie jesteśmy. Przez lata wspólnego istnienia wypracowałyśmy między sobą jakąś opcję dialogu. Wiem, że to, co mówimy między sobą nie trafi wyżej (czyt. do rodziców). Miłe tez jest jak ktoś rozumie twoją wizję z ciągu słów w stylu „no wiesz kapelusz i tak o tu i wtedy no wiesz no…no takie te wiszące no…zielone i wtedy no” miłe to jest, że czasami zdanie idioty jest rozumiane w pełni przez kogoś, komu tłumaczyć tego nie musisz. I kilka gestów i idiotycznych słów dociera do niego jakby czytał Ci w myślach. Są też chwile, że mam ją ochotę zawiesić za warkocz pod sufitem i podpalić. Ale tego nie robię, żeby nie było. Bo komu bym wtedy robiła zdjęcia