Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
6083c96c-3905-429d-b032-0a36ddf247aa

Zaraz będzie ciemno…

Wybitnie lubię ten tekst. Bo jest niespójny i chaotyczny i w sumie nie wiadomo, o co w nim za bardzo chodzi. Jest dziwny, w sumie całkiem bezsensowny, niepotrzebny. A jednak mocno osobisty i wyjątkowo emocjonalny. Taki mój. Taki jak ja.

Naszło mnie na wspomnienia….Z wiekiem robię się ckliwa. Nie podoba mi się to. Kiedyś głośno kopałam i gryzłam. Teraz, co najwyżej kulturalnie zaplanuję zemstę i zlecę ją komuś innemu. Brak mi jaj i ikry. A przecież taka nie byłam. Robiłam, co uważałam za słuszne. A teraz, chociaż mówię, że jest inaczej często łapię się na tym, że robię to, co wypada.

Ten tekst powstał 11 sierpnia 2011 roku. Po powrocie z Woodstocku. Woodstock zmienia ludzi. Wydoroślałam tam pokazując jak bardzo jestem jeszcze dzieckiem. Ale wrócę tam. Wiem to. Wiem, że znowu tam wrócę. Do tego szaleństwa. Do namiotów i robali. I spieczonej słońcem skóry. Czerwonych włosów. Śmiechu o 3 nad ranem. Do Ciebie. Wrócę tam do Ciebie. By mój umysł zakończył to, co rozpoczęło serce.

~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~~*~

Podjęcie decyzji o wyjeździe nadeszło wyjątkowo płynnie. Jedna myśl i za parę godzin już siedziałam, znaczy stałam w pociągu, który miał dowieźć mnie do miejsca X, którego bałam się i które było dla mnie tak nieosiągalne jak dotknięcie gwiazd. Spontaniczna decyzja. Nigdy tego nie robię. Bo przecież to wszystko trzeba zaplanować. Dokładnie sprawdzić pociągi. Przemyślanie się spakować. Sprawdzić po 5 razy czy nic się nie zapomniało. Przeliczyć czy wystarczy pieniędzy. Przekalkulować wszystkie za i przeciw. Spontaniczne decyzje nigdy nie były wpisane w kanon mojego istnienia. A teraz. Stałam i wpatrywałam się pusto w horyzont jadąc do miejsca, gdzie ani nie pasowałam, ani którego po prawdzie nawet nie chciałam odwiedzić.

Otmuchów- Nysa bus szybka trasa. Ciut za wcześnie wyjechaliśmy najwidoczniej. Ale przynajmniej na spokojnie można było kupić bilet w dalszą podróż zapalić szlugę zrobić siku. Wszystko przebiegało bez zarzutów oprócz mętliku, jaki był w głowie i narastał z każdą chwilą. A zagadnień przeciw nagle pojawiało się coraz więcej. Trip się rozpoczął. Szynobus ruszył. Teraz teoretycznie już nie było odwrotu.

Nysa – Opole coś często ziewam. Jakbym była znużona już mózgiem, który ciągle wertuje, co może pójść nie tak. Ale serce dzielnie walczy sprawiając, że na moich ustach pojawia się uśmiech a w głowie hormon szczęścia powoli zaczyna wzrastać. Będzie dobrze. Powtarzane jak mantra. Spoglądam na współtowarzyszy. Cieszę się, że są ze mną. Owca, Laska, Kania. Jedziemy. Mijamy lasy. Gadamy o bzdurach. Tak beztrosko. Jakby nic się nie liczyło. Jakby z każdym kolejnym metrem moje problemy zostawały daleko za mną. Jakbym jechała w stronę upragnionej wolności

Opole – Kostrzyn nad Odrą. No tak. Kiedy dojechaliśmy w końcu do miejsca, z którego pociąg bezlitośnie miał zawieźć nas na miejsce, gdzie ludzie z miasta już dawno zaczęli świętować obawy znowu wzięły górę. Zagłuszając te myśli starałam się upchać do i tak stanowczo za bardzo wypchanego plecaka 0,7 wódki i psiocząc na to, że nie będę po drodze pić. Dym z papierosa gdzie wiję się nade mną. Tik tak. Czas płynie. Już niedługo. Jeszcze chwila. Strzał. Podjeżdża pociąg. Szybka akcja jestem w środku. Czy mogę się wycofać? Czy chcę się wycofać? Opieram głowę o szybę i głośno wzdycham. Rozpoczęto odliczanie. Za kolejne parę godzin będę na miejscu. Czeka mnie bezsenna noc. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Mózg dał sobie spokój teraz serce chciało wyskoczyć z piersi. Powolny stukot. Monotonny odgłos świdrujący mózg. Kolejne przystanki. Śmiech. Fajka. Śmiech. Fajka. Siadam. Wstaję. Fajka. Jadę. Wzdycham. Fajka. Nudzę się. I tak w kółko. Nieliczne, lecz śliczne chwile zwątpienia i ciąg się powtarza. Ktoś śpi. Ktoś ogląda. Ktoś bez sensu stuka w telefon. Horyzont to linia gdzie drzewa łączą się z ziemią. Dużo tu horyzontów. Onufry? Gdzie do chuja jest Onufry? Koperek Pietruszka. I powoli jakoś leci. Jeszcze 6 godzin. Jeszcze 5. Cant’ wait. Uśmiech od ucha do ucha. Powoli zaczynam przekonywać się, że ta podróż ma sens. Jakiś głęboko ukryty, ale ma. Nowa Sól. Dobra pozwiedzaliśmy już możemy jechać. 10. 20. 30. 40 Cholera ile można stać w jednym miejscu. Pana żula pilnują policjanci. Ciekawie. Może jesteś głodna? Nie, nie jestem dziękuję. O jedziemy. Jak miło. Zamknij okno, bo mnie przewieje. Dym. Fajka i tak dalej. Słońce powoli i leniwie wychyla się zza widnokręgu. Wielka Czerwona tarcza razi w oczy. Jeden z piękniejszych widoków w moim życiu. Nie da się tego opisać słowami. Jest ranek, czyli już nie daleko. 2.3. Ile jeszcze zostało. Nogi odmawiają posługi. Robię się zmęczona. Zimno mi. Wytrzymam. Jestem Owcą zawsze daję radę. Dam radę. Jeszcze 500 metrów. To już? Czyżby. Hmmm 500 metrów nie jedzie się 30 minut. Już nie ważne. Jestem wychodzę z pociągu. Zapalam papierosa dojechałam na miejsce. Teraz nie ma odwrotu. Przyzwyczaj się do sytuacji Kochana. Przystanek Woodstock właśnie się dla Ciebie rozpoczął

Kostrzyn nad Odrą – teren Przystanku. Wychodzimy z peronu. Zmarnowani. Skupiam się tylko na tym, że mam brudne dłonie. Nie cierpię brudnych dłoni. To odbrzyliwy fakt. Pocieszam się tym, że niebawem je umyje. Nie dojdę na miejsce. A jeszcze w pociągu zostałam poinformowana, że to z 5 km. Nie mam sił. Na szczęście ludzie są domyślni. Pakujemy się do busa i jedziemy. Jedziemy Jedziemy. A zarówno w busie jak i poza nim ludzie zmierzający w tym samym kierunku. Wyrzucili nas całkiem niedaleko pola. Idziemy. Śmiejemy się. Chociaż w głowie mamy tylko sen. Dreptam po piachu jak na plaży. Widzę śpiących byle gdzie ludzi. Sama nie wiem, czemu uśmiecham się. Kiedy widzę morze namiotów czuje się przytłoczona. Zaraz potem jednak widzę coś, co wywołuje u mnie niesamowitą euforię. Punk. Nie pozer najprawdziwszy punk, na deskorolce. Coś pięknego. Już po nas idą. Już zaraz będę z resztą ludzi. Już niedługo. Może zasnę. Pójdę spać obiecuję to sobie. Wmawiam wręcz. Pojawia się niejaki pan Borsuk. Widać po nim, że dopiero wstał. Podkrążone oczy. Zmarnowany look. Dreptam dalej po tym cholernym piasku. Jest tutaj wszystko, czego nienawidzę. Słońce, które wręcz smaży. Piach jak na plaży. Mnóstwo ludzi. Stada Insektów. Nieważne. Dam radę muszę. Z daleka widać to, na co czekałam od kilkunastu godzin. OTMUCHÓW. Wielki transparent cieszy oczy. Przeciskanie się pomiędzy namiotami. O przepraszam nie chciałam stanąć na Tobie. Znowu ktoś śpi pod gołym niebem. Ogrom tego wszystkiego jest niesamowity. Pierwszy raz jestem w takim miejscu. Już nic nie ma znaczenia. Ani bolące nogi. Ani sen. Siadam obok namiotów gapiąc się na transparent. Nie masz wyboru. Musisz zostać. Uśmiecham się. Jestem tutaj. Pierwszy raz spontaniczna decyzja miała doprowadzić mnie do osiągnięcia tego, czego pragnęłam. Do odepchania złych myśli i cieszenia się chwilą

Teren Przystanku. Powoli i leniwie budzą się ludzi. Boro. Kanioszka. Martyn. Besiek. Melon. Brychu. Kret. Janek. Marta. Zużka. Ania. Klaudia. O matko ile ich jest. A Ci to, kto? Dochodzą do mnie informacje, ze ów ludzie, których nie znam są z jastrzębia zdrój i rozbili się z nami. Powoli przyzwyczajam się do nowych ludzi. Zaczyna się opowiadanie, co się działo jak nas nie było. Okazuje się, że podróż naszych towarzyszy nie przebiegła tak spokojnie jak nasza. Boro wisiał na kaloryferze. Rozsiani po całym pociągu. Jakiś gościo spał na Martynie. Chamstwo i drobnomieszczaństwo. Siedzo gnoje po trzech i bagażu nie wezmo nawet podróżniki jebane. Nie chce mi się spać. Chce mi się ich słuchać. Co? Superbohater biegał po toi toiach? Demycz. No, co ty. Free Hugs. Free Kiss. Co to za miejsce? I zaczęło się. Jeszcze ktoś. Przecież to mój sąsiad. + 4 Do liczby osób w naszym obozie. Śmiejemy się. Śniadanie. Pomidorki. Piwo. Piwo na śniadanie. Ciekawa rzecz. Współtowarzysze zniknęli w czeluściach namiotu. Siedzę. Rozglądam się. Staram się wszystko ogarnąć. Mam problemy z tym. Dalej myślę o moich brudnych dłoniach. I zaczyna się. Czy brudne dłonie są teraz istotne ? Wszystko zlewa się w jeden niekończący się dzień z krótkimi przerwami na sen. Piątek. Niedziela. Cholera wie, jaki dzisiaj dzień. Niekończąca się tyraliera śmiechu. Jakbyśmy nakręceni byli tylko na to, żeby ciągle się śmiać. Od tego czasu minął tydzień a mi cholernie trudno przypomnieć sobie to wszystko, co się tam działo. Za każdym razem pojawia się na ustach uśmiech, lecz ogarnięcie, z czego było tyle śmiechu jest dość trudne. Lodówka. Czyli dołek w ziemi wyłożony folią, do którego była nalewana woda. Mistrzostwo świata. Mac Gajwer by się nie powstydził. A jednak urządzenie niebezpieczne. Ktoś wpadł? Oczywiście. Psiapsióła. Melon nie butuj jej ona jest z nami. Spokojnie. Woda. Woda. Czemu Woda kojarzy mi się tak podle? O już wiem. Przyzwyczajona do tego, że kiedy chce spaceruję do swojej łazienki i biorę prysznic bądź odprężającą kąpiel struchlałam, kiedy zobaczyłam to, co posłużyć miało mi za łazienkę. Tysiące ludzi. Jakieś śmieszne krany i dajesz. W którymś momencie już to było bez różnicy. O bluzka w błocie. Hahahaha. O kurwa czekaj to moja. Ej to mój ręcznik. Błoto nie jest miłe. Ja mam tutaj umyć włosy a ktoś wie jak mam to zrobić. Trzeba je ściąć jedyna myśl w mojej głowie. Iza nie bierze i jest OK.! Jednorożec. Młaj Taj. Adamus. Zaskakujące jest w jak szybkim tempie tworzą się tutaj przezwiska. Junikorn. Landryna. Landryna? Ej geneza ksywy Landryna. Aha nie wiesz no dobra. Nie jest dobrze chce mi się siku. Do Lasu do Toja. Dobra do Lasu. O czekaj kupa. Omijaj kupy. I znowu uśmiech i 10 kg mniej. O teraz K2 jednak wybiorę się do toi toia. Jak to jest możliwe ze w sraczu zrobiona jest piramida z papieru a na górze dumnie króluje gówno. Co Ci ludzie latają? Demyt. Niesamowite ludzkie zachowania. O Piraci. O Święta Wanna. O zbierasz na zabicie Dżastina Bibera. Very Najs. A ty, na co? O darmowe przytulanie. Masz sprawę? Słucham. Przytulić Cię? Ooooo, jakie to słodkie. Nie ma problemu chodź do cyca. Czy na telebimie były cycki? Tak. Czy to cycki ziomki od nas z miasta? Tak. O kurwa. POKAŻ CYCKI. Cicho. CICHO mówię. Będzie przemowa. Przemowa Przemowa!!!! Skandujący tłum. Moja osoba. Brawo i Fala. I jeszcze raz. I jeszcze raz. Moja osoba. BRAWO. A teraz każdy wstaje i krzyczy jak jest. ZAJEBIŚCIE. Larwin Mucharczyk o kurwa Larwin Mucharczyk LARWIN MUCHARCZYK o kurwa Larwin Mucharczyk. MU-HA! Prezydent wioski Otmuchów udzieli wywiadu. Radio Opole? No niech będzie. Nazywam się Artur pseudonim Larwin. Ble ble ble. I pozdrawiamy Zbyszka. W tym Rydlu coś jest? Parówki. Wiecie, jakie to jest gówno. O znowu czytasz skład produktu. Ble fuj, ale jeść trzeba. Idziesz po piwo? To będzie jedna dwie 3 kraty + 10 piw. Powodzenia. Byli już przyszli jeszcze nie. 80 Piw w plecaku. W takiej skali powinno się podawać wytrzymałość plecaków. Nie wyrzucajcie puszek. Zbieramy. Na co? Na konia zbieramy. Zanieśmy je. Dobra jutro. Dobra w Niedziele. No i nie zanieśliśmy puszek. Dobra chuj z tym. Dlaczego mam tyle bąbli? Ej Martyn coś mnie pogryzło. Bo mamy mrówki w namiocie. Shet. Telefon mi się rozładował. Widziałaś kolejkę do ładowania. No cóż najwyżej się do mnie nie dodzwonią. Nie krzycz. Spokojnie to tylko robal. Insekt pierdolony insekt. Dawaj go tu zrobię sobie zdjęcie. Boro to obrzydliwe. A tam. Cyk cyk. Zdjęcie. Takie tam z robalem. Po cichu przeszłam przecież. Co? Nic. Na chuj się budzisz. Cześć miło Cię poznać. Tak dalej masz cudowny głos. Nie płacz. Oh dziękuję. Wir. Flasz. Światło. Padam. Wstaję. Całus. To dobra noc na oglądanie gwiazd. To dobra noc na rozmyślanie. Dziękuję. Folia na namioty będzie padać. Kurwa już pada. Idziemy pod scenę Bukartyk gra. Sraj na to. Ble śmierdzę deszczem. Ciekawa ta ulotka Gaja bardzo ciekawa. Bobry się rozmnażają. Bądźmy z nich dumni. Idziemy na obiad. Można iść. Co jemy? Hot Dogi? Hmmm…..Kapusta bułka i parówka hot dog pierwsza klasa w skali obrzydliwości plasuje się dosyć wysoko. Monety wybijają. Gdzie? Na ASP. Możemy iść. Matko jak ciepło. Matko jak wysoko. Chcieliście tu rozbić namiot? O to bardzo niedobrze. Zatańcz ze mną. Koleżanka zatańczy. Kanioszka paru raru tańcz. Ze mną się nie napijesz. Ukraińskie piwo. Radioaktywne chyba. Dobra napije się. Fuj Fuj fuj. Nigdy więcej. Będę świecić w nocy. O Iza nie świecisz. Masz. Co to? Kondom. Weź więcej będzie orgia. Martyn weź więcej gumek. Tup tup tup. W końcu czysta. O potraficie założyć gumkę na głowę. Jedna druga trzecia czwarta. Ej jak to ktoś zobaczy to pomyśli ze my tu jakiś seks obóz mamy. Nalej tam balsamu do opalania. Rzuć w ludzi. Pierdol to. Chujowy obóz. Ale tu jest chujowo…..Otmuchów na Bogato. Co ty taka zmarnowana? Pogo. Fala. Chryste dobrze, że żyjesz. Jak boga kocham Umarłabym. Dorosz Kanioszka Martyn już więcej nie idziecie na koncert Prodigy, bo umrzecie. Sto Lat Sto Lat ! To ja mnie ? Nie Larwin to dla Szefowej ! STO LAT. Dlaczego Macasz Kanioszkę po dupie Larwin ? No tak Kanioszka wygląda jak bagaż Owcy. Bo Owca jedzie do domu. Na cześć Kretka Hip Hip Hura a teraz skręć szluga. Jeszcze jednego albo dwa. Kręć nie gadaj. Larwin Mucharczyk pseud. Mu…Ha! Insekt zwany również surykatka before and after aquafresz company pod (b)prychem. Dłużej się nie dało. Wiwat Prezydent. Ej Lepper nie żyje. Jemu to wisi. O Łąki Łan. Melon rozkręć melanż. Bounce. Bounce. Skąd masz taką koszulkę. Biłaś rekord. Jeździliście na rowerze. Szaleńcy. Podpisz. Się. Jak? Jak chcesz? No okej. JAK CHCESZ. Kretek gdzie masz koszulkę? Zgubiłeś pod sceną…..No trudno. Chcesz się pośmiać. Jeśli mój brzuch wytrzyma to tak Melon. Idę sobie w samych gaciach patrzę a ja idę przez przystanek Jezus. O matko. Miota Tobą jak szatan. Zaraz będzie ciemno! ZAMKNIJ SIĘ….LUDZIE! LUDZIE! Czemu wy kurwa nie śpicie. Bo sramy ! Jeśli się masturbujesz uśmiechnij się. Ej to nie fair to zagranie psychologiczne. A ty, jaką masz ksywę. Maniek Brudna Stopa. Maniek Brudne Plecy. Iza, co ty tam masz. O matko, co to za specyfik ile to ma procent. A butelka jak Fanta. Przygody Larwina na Łudstoku. Dolej piwa. Proszę bardzo. Co chcieliście zrobić? Obudzić Janka przez megafon drąc się „Janek to ja twoje sumienie” Ej Ej Ej koncert Dog eat Dog się skończył Ej Larwin i Melon chyba chcieli iść na niego. Cóż. Sen to zdrowie. Toi Kamp. Najs. Musiałoby mnie pogrzać żeby zapłacić. Na bogato. Ale bata skręciłeś. Faja pokoju. Jeden szlug 15 osób. Cześć Patrycja. Ona jest w porzo. Nic nie mówię przecież. O Młody Łabędź gdzieś ty był chłopie. Martyn. Choinka. Dlaczego choinka? Na chuj wieszasz te zawleczki od piwa. Jej święta przyszły do nas. Spaliło mnie. Ryj mi spaliło. Gdzie są moje Oksy. Dobry dil. Bilet za przejazd w zamian za okulary. Musze iść po drugie. No już cóż. Ile staliście? 2 Godziny? Za kebabem. Takie Akcje tylko z Choinką Laską i Kaniukiem. Szaleni. Kalambury. Dość ciekawa gra. Ale po cholerę byliście w lesie. Aha u Krzysia Szpiecha. Ej nieładnie mnie tak zostawiać sam na sam z obcymi ludźmi. Wybacz Gural Witam. O masz dziary. Martyna. Choinko. Poznaj tatę. Gural to twoja córka. Martyn czemu macasz tatę po dziarze. Ale masz fajne. Ała. Zapisać w notesie. Nie machać ciężkimi latarkami. 21.21. Magia. Kto mi zrobi dziecko ? Ale tylko chłopak. No dobra. Widzę się dogadamy. Już wiem czego zapomniałam. Pasty do zębów. Ja Ci dam. Albo nie. Bo mi się rozwaliła w kosmetyczce. Boli mnie brzuch. Nie mam siły się śmiać. Nogi mnie bolą od skakania. Smack my Bitch Up.Późno już. Późno już chodźmy spać….

Teren Przystanku – Wrocław. W końcu stanęło na tym, że jedziemy o 12.55. Dziękuję. Kto normalny by mnie dobudził na pociąg o 7.45. Tup tup tup. Ostatnia fajka. Chodźmy już. Nie zdążymy. Jedziemy busem. Widzisz te korki. Czyli jednak na piechotę. No cóż. Idźmy, zatem. Ale jeszcze umyjmy ręce. I gębę. I zęby. O Laska masz pastę pożycz. Od razu lepiej. Już niedaleko. Jeszcze tylko chwila. Spacer po Torach. Lubię to przypomina mi to dom. Dom. Jak cholernie chciałabym już tam być. TO było piękne parę dni. O boże Ci wszyscy ludzie jadą do domu. Ej, który peron? Oczywiście ten na dole. I ruszyli. Nie damy rady. Weszli przez okno. Trzymaj bagaże. O co za masaka. Nie wejdziemy. Nie da się. Weź to i tamto. Kanioszka nie damy rady. Choinka Boro. Cóż zostajemy. Ale Ale Ale. Tytoń jest. Mamy iść na tamten peron luźno. Już mam wszystko gdzieś. Podzieliliśmy się na partie. Cóż. O witam. Do Głogowa. A to za niedługo. Czy jaramy? Pytanie. Mamy bletki oczywiście. Niestety nie potrafimy skręcać. Faja pokoju na wyczilowanie. Buch. Buch. Fascynująco skręca się fajki. O Wrocław Główny. O KURWA WROCŁAW GŁÓWNY. Biegiem. Pakuj to. Po murku. Potłukłam sobie kolano. Na spokojnie. Jaki tutaj w miarę luz. Siadam. Wstaję. Chce mi się spać. Myślę o wannie. O tym, co się stało na Woodzie. Głowa pęka mi od myśli. I wtedy dałam krowę na 16 level? Wzrok na Martynę. I to krótkie, „O czym ona kurwa gada”. Levelowanie Krowy. Cudowne zajęcie. Też muszę w to zagrać. O Pan od Gibona to Kowboj. Może on też gra w krowy. Pozytyw w tym, że mamy więcej luzu niż oni. Monotonia. Zamykam oczy. Palę fajkę. Coś jem. Jeszcze godzina. Już niedaleko. Z Wrocławia to już jak w domu. Dojechaliśmy. A teraz biegiem na busa. O matko zdążyliśmy są wszystko. Elo. Dzięki za trzymanie bluzy. Śpiwora.Generał Bruchu. Inwalida Wojenny. Przejazd za darmo był? Był. No to o chuj chodzi.

Wrocław – Nysa. I do busa. Jak to nas nie wpuścisz no bez jaj. I tak oto znowu zostali czterej muszkieterowie. Owca. Choinka. Kanioszka i Boro. Czekajcie na PKS szybko może coś będzie. Aha. 20.30 Kursuje tylko w roku akademickim to jest październik czerwiec. Super a ten drugi. 20.40. Nie uwierzysz nie kursuje lipiec sierpień. No bez jaj. Bosko utknęliśmy we Wrocławiu. Umyj ręce w kroplach deszczu. Zjedz coś zapal fajkę. Nerwy przechodzą znowu pojawia się uśmiech. Wspominamy. Jest dobrze. Przyjadą po nas. Samochód wygoda. JEST. Chwile rozmawiamy a potem słodki sen. Co to za dziwne zgrzytanie? Tłumik. Aha. Sen. Demyt. Co tam rąbnęło? O jesteśmy w Nysie. Kurwa odpadł nam tłumik. Nie wierzę to jakieś fatum. Po prostu nie wierzę. Damy radę byle do Otmuchowa. Byle dojechać. Powoli spokojnie. Padam już z nóg. Nie mam sił. W końcu. Tablica. Miasto monitorowane. Jestem w domu. Tato wpadaj po mnie. Renówka wiezie mnie w upragnione miejsce. Szybka kąpiel. Fajka. Kładę głowę na poduszce. Włączam jakiś film. Zasypiam od razu. A w głowie same tworzą się obrazy o tym, co się działo i kłębią się marzenia o tym jak będzie za rok. Jeszcze nigdy tak miękko nie spałam. Jeszcze nigdy nie czułam się tak wolna….

Wrócę tam do Ciebie