Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
Pink_Pentax_K-r

Gdzie kończy się sztuka a zaczyna komercha ?

Ostatnio posiadam w sobie konflikt. Dotyczący tego, co powinnam a czego nie powinnam robić ze swoimi umiejętnościami. Bo czy fakt, że sprzedaje je jak przekupka jajka na targu jest ta właściwą dla mnie drogą? Doprawdy nie wiem, co czynić milordzie.

Od małego wykształciłam w sobie taką jedną bardzo ważną dla mnie umiejętność NIGDY NIE DZIELĘ SIĘ Z NIKIM TYM, CO WIEM. Nie wynika to z introwertyzmu czy innego równie mądrego określenia. Po prostu moje umiejętności i wiedza na ich temat tyle razy stały się dla mnie sztyletem wbijanym w własne plecy, że zaniechałam dzielenia się wiedzą już dawno. I można powiedzieć, że robię to specjalnie. Robię to z taką mocą, że inni mówią, że jestem po prostu chora na ich punkcie. Jednak dzielenie się informacjami ością w gardle mi stanęły w zupełnie kobiecej sytuacji, kiedy moja ex-koleżanka podczas leżakowania w przedszkolu wyłożyła piękny referat MĘŻCZYŹNIE MOJEGO ŻYCIA z grupy bez obiadu, na temat tego, że wyjeżdżanie za linie jest bardzo niedobre i duże dzieci tak nie robią. Taaa. Z zawziętością przestałam się wtedy dzielić wiedzą jakąkolwiek. I chociaż zdarzały mi się wpadki, kiedy powiedziałam za dużo, moje teoria się potwierdziła. Twoja wiedza zostanie wykorzystana przeciwko Tobie. Dlatego unikam wiedzy, która mogłaby by mnie zabić. Ale pamiętajcie. Wiem jak zrobić napalm. I jak się kiedyś wkurzę to w końcu wykorzystam tą wiedzę. Zapiszcie to sobie w dzienniczkach.

Teraz mówi się na to POZERSTWO kiedyś po ludzku mówiło się na to CHAMSTWO. Jeden czort jak się to nazywa ogólnie chodzi o to samo. Moja siostra, ambitne zwierzę, chociaż lat ma 15, ma niesamowicie rozwinięty instynkt samozachowawczy, chociaż jak każda nastolatka pragnie akceptacji koleżanek. Jak wielkie było jej zdziwienie, kiedy z pozoru błaha rozmowa doprowadziła ją do stanu furii. Już tłumacze, o co chodzi. Pewnego dnia widząc, że do kin wszedł wspaniały film zaproponowałam mojej siostrze i jej koleżance babski wypad. Osoba A nazwijmy ją tak dla dobra całej ludzkości, po krótkiej rozmowie z moja siostrą stwierdziła, że w sumie możemy wybrać się do kina. Zarówno ja jak i moje dziecko nazwane tutaj moją siostrą wielbimy Marvela. Po prostu pasjami kochamy super bohaterów. Ja – Jako wielka fanka Lokiego (wcale nie, dlatego, że gra go Hiddlestone xD) po prostu musiałam się udać na kolejny film serwowany nam przez machinę produkcyjną. Jakże wielkie było, zarówno moje jak i mojej siostry, zdziwienie kiedy zaledwie tydzień po tym wydarzeniu owa OSOBA A nagle zaczęła mówił jak to ona nie kocha Lokiego i w ogóle Marvela i do tego Kłamcy (książka…tam też jest Loki). Mówiąc, że moja siostrę zatkało to jak nie powiedzieć nic. Normalnie jakby tym Kłamcą w pysk dostała. Drążąc dalej temat. Powiedziała, że chce iść do szkoły wojskowej nagle OSOBA A także zapragnęła tam iść zmieniła na architekturę krajobrazu OSOBA A również to zmieniła. Nerwy mojej siostry podobnie jak moje ze stali nie są. I tak Justyna dziób zamknęła na amen i ogranicza się do idiotycznych rozmów na temat pogody, muzyki czy obecnej sytuacji politycznej.

Do czego zmierzam.

Pozerstwo jest przekleństwem naszych czasów. To tak jakby ludzie nie mieli własnej osobowości i składali ją w całość z innych zupełnie niepasujących do siebie odłamków. To tak jakbym ja nagle zapragnęła iść na robotykę,…bo ktoś tam też idzie to ja też pójdę. CO mi zależy nie? Mogę iść! Nie rozumiem tego. Ja wiem i czaje, że kształtują nas ludzie, którzy nas otaczają, ale na litość wszystkich piekielnych zadbaj kurwa o swój indywidualizm. Życie masz jedno. Po co kopiować innych?

Robię zdjęcie. Tak międlę o tym w kółko wiem. I dzisiaj mój konflikt wewnętrzny osiągnął apogeum. No bo….niby wiążę z tym swoją przyszłość. Chce je robić. Odnajduje w tym przyjemność. Taka dziką i niepohamowaną, a jednak nie potrafię walić masówek. Nie uśmiecha mi się klepanie setki zdjęć na weselu albo robienie zdjęć tak ustawionych, że ludzie wyglądają jakby nie oddychali. CHCĘ ROBIĆ SZTUKĘ. I chociaż moje umiejętności nie są na jakimś super wysokim poziomie to staram się je podnosić. PODKREŚLAM staram się. Jest to proces dość długotrwały i niezbyt usłany różami. Zwłaszcza, że każde potknięcie traktuje jak swoistą porażkę i obrażam się na cały świat, że to przez niego coś mi nie wyszło. Jestem osobnikiem kapryśnym i marudnym. I czasami mam wrażenie, że stawiam sobie poprzeczkę za wysoko. Nikt nie jest bardziej krytyczny dla mnie niż ja sama. Widzę to, czego nikt nie widzi. Ostatnio na zdjęciu całkiem przyjemnym, jako jedyna dostrzegłam w lewym dolnym rogu niepotrzebny element, …który według mnie całkowicie psuł kompozycję. Perfekcjonizm, Cholerna ambicja, Czepialstwo. Nie wiem nawet jak to nazwać. Olewając jednak to. Doszłam do momentu, w którym postanowiłam spróbować. Tak. Tak. Klasycznie założyłam fanpejdżyk, na którym to umieszczam wątpliwej, jakości dzieła i oczekuję poklasku. Nie zrobiła tego jednak schematycznie Imię + Nazwisko + photography. I tłumaczę sobie, że przez to do końca się nie sprzedałam. Dochodzi jednak do tego, kiedy trzeba ustalić cenę za zdjęcia. Wiecie, co ja bym nie mogła być prostytutka. Bez kitu. Ja bym tych facetów chyba z litości obsługiwała. I tak samo jest ze zdjęciami nie potrafię wymiernie określić swoich zdjęć ceną. No, bo jak określić coś, czego określić się nie da?

Wszędzie widzę teorie spiskowe to też dziwny fakt z mojego życia. I nie przyjmuję komplementów. Nie umiem. Zawsze doszukuje się w tym oszczerstwa i podtekstu. Jeszcze chyba nigdy nie odpowiedziałam szczerze tak z serca „dziękuję” słysząc coś dobrego na temat swój, moich zdjęć albo moich tekstów. Bo wiem, że mogło być lepiej. Mogłam się bardziej postarać. Winię siebie za to, że coś jest słabe. I ciężko wyjść z czegoś, co stało się rutyną. Pogoń mojego umysłu za doskonałością sprawia, że tracę dużo ważnych chwil. I pogubiłam się we własnej indywidualności.

Na wszystko jednak jest sposób. No, bo taka prawda. Ja. Owca. Również znalazłam na to remedium. Przy moim marudzeniu i stękaniu wiernie towarzyszy mi kobieta, która wierzy we mnie bardziej niż ja sama w siebie. Mój agent, menago, PR-owiec. Katuje jej dupsko takimi spostrzeżeniami, że czasami dziwię się, że jeszcze żyje skoro dawno powinnam dostać taką lampę, że nakryłabym się nogami. Teraz całkowicie rozumiem, dlaczego większość ludzi sztuki posiada owych agentów. Naklnę na nią jak dzika, obleje jadem, wywarstwię się z 15 poprzednich żyć a ona pokiwa głową i powie, co zrobić a ja nadal plując jadem robię to dla świętego spokoju. Zagranie tak psychologiczne, i tak widoczne, że Freud to się w grobie przewraca widząc tą głupotę.

Dochodząc do sedna. Jak wycenić swoje umiejętności i gdzie kończy się sztuka? Czy w dzisiejszych czasach da się być artystą bez malowania kółka na białym tle i sprzedawania go za horrendalną sumę funtów? Czy sztuka dla sztuki to nadal sztuka? Nie wiem. I nie umiem sobie odpowiedzieć na to pytanie

Jedno jest pewne

Bądźcie sobą. Róbcie kupę, co rano. Nie słuchajcie obrad sejmu i wrzućcie czasem na luz.