Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
p5zlg0N

Miasto w kolorze Tiffany Blue

„Czy jest coś piękniejszego niż dachy Hajot Hakados, fioletowiejące z nadejściem wieczoru?” – A i owszem! Każda podróż jest dla mnie nowym przeżyciem. Odbieram ją każdym z moich zmysłów. Dostrzegam niezauważalne i wtedy każde miasto jest piękniejsze niż Hajot Hakados.

To nie tak, że potrafię tylko narzekać i biernie stać obok patrząc jak życie płynie mi pod stopami albo wyciągać smutne wątki z mojej przeszłości (chociaż to wychodzi mi kapitalnie). Ja też jak każdy człowiek odczuwam przyjemność. Lubię być inspiracją – kocham być inspirowana. Jestem swoistym stalkerem (trudne słowo) życia. Przyznaję się do tego publicznie. Wszędzie gdzie jadę zbieram wrażenia. Te bardziej i mniej doniosłe. Nie potrzebuje drogich wycieczek liniami El-HasieSzkło z super wypasioną pierwsza klasą i hotelem z taką liczbą gwiazdek, że droga mleczna wysiada. Moja sfatygowana walizka i monotonny stukot pociągu mi wystarcza. CELEM JEST DROGA. Mówiłam to już wielokrotnie. Tatko mój prywatny powiedział mi kiedyś, że to, co zobaczę nikt nigdy mi nie zabierze. I żyję w myśl tej zasady. Kolekcjonując w głowie obrazy. Taki jest właśnie mój PATENT NA LUKSUS.

Kiedy jechałam wczoraj samochodem kontemplując mniej lub bardziej ważne rzeczy dotyczące mojego przyszłego życia zobaczyłam coś niesamowitego. Niebo dawno nie wyglądało tak pięknie. I nie wiem czy to wina faktu, że w końcu odpoczęłam i potrafię dostrzegać takiego rzeczy czy po prostu po ludzku było piękne. Lubię zachody słońca. A ten wyglądał jak wyciągnięty z jednego z fantastycznych krajobrazów malowanych przez pryszczatego nastolatka w Photoshopie (no offence w każdym razie). I to skłoniło mnie, żeby napisać jak ze zwykłej podróży zrobić podróż czysto mistyczną.

Kiedy Czujesz…

Każde miasto pachnie inaczej. Paryż o poranku pachnie ciepłem, przerysowaną słodyczą. Nosi na sobie znamiona poprzedniego dnia. Wytrawne wino z rozbitej butelki wyparowuje bardzo powoli. Trawa ma ten specyficzny „paryski zapach”, którego nie da się wytłumaczyć, ale jeśli go poczujesz to tylko w Paryżu. W Rzymie kulminacja zapachu zaczyna się zaraz po zachodzie słońca, zapach jest ostry, nieco sztuczny. Kiedy kawiarenki rozwierają swoje paszczę na klientelę rodem z filmu o Griswoldach feeria zapachów, jaka uderza w nasz nos jest nie do ogarnięcia. Pachnie wonną oliwą i słonym morzem. Ateny najpiękniej pachną w południe, pachną suszoną trawą i gorącym piaskiem. Słońcem pachną nawet kamienie. Przechadzając się uliczkami masz ochotę zaglądnąć do każdego okna, kiedy panie domu pichcą lekką kuchnię dla swoje rodziny. Nic nie zastąpi Pragi zaraz po deszczu, kiedy rozgrzane kocie łby parują unosząc ulotną woń azotu pomieszanego z kurzem. Kiedy skaczesz w kałużach psiocząc na pogodę zapach granitu na tarasie widokowym tuż obok pałacu wynagradza Ci to w kilka sekund. Zdecydowany zapach Berlina. Jest męski bardzo ciężki mieszanina spalin i „zielonych punktów” tworzą mieszankę wybuchową jest dla Ciebie niczym ramiona ukochanego. A ty chodzisz poruszając nosem jak zając. Jak obłąkany kroczysz ulicami miast zapamiętując te wszystkie zapachy, żeby potem po powrocie przy przypadkowym spotkaniu przywołać sobie obraz miasta. TEGO jedynego, którego zapach znasz doskonale.

Kiedy Smakujesz…

Nic nie równa się ze smakiem zimnego piwa w upalny wieczór tuż nad jeziorem, kiedy fale uderzają o brzeg a ty ignorujesz strumienie potu płynące Ci po karku i nic nie jest w stanie zastąpić pierogów twojej babci, które zjesz nawet wtedy jakbyś miał po nich już tylko umrzeć. Wiesz, że najlepszą pizzę zjesz w barze tuż przy wyjeździe z Otmuchowa, ale na „romantyczną” kolację koniecznie pojechałbyś do Wrocławia do tej knajpki z chińskim żarciem gdzie za dychę objesz się jak nigdy. Wiesz, że w Krakowie na rynku stara babcia wyglądająca jak wiedźma sprzedaje najlepsze rogale ever, ale kawę do tego rogala wypiłbyś już w Warszawie koło dworca i nie, nie w starbucksie. Wiesz, że jesteś pazernym pozerem, kiedy w Nowym Bieruniu znowu idziesz na kebab wiedząc, że zamówisz duży kubełek a i tak go nie zjesz. W Długopolu nie rozumieją pojęcia cytrynowa herbata a nie herbata z cytryna, ale za pierś z kurczaka byłbyś w stanie zabić. W Pszczynie dają dobre lody. Nie. Dają najlepsze lody, jakie w życiu przewinęły się przez twoje usta. W Jarosławcu robią nieco przesoloną rybę, ale za to kukurydza na plaży ma smak nie do opisania. W Jeleniej Górze był taki bar, co go zamknęli, bo nie przynosił zysków, ale kiełbachę to mieli tam taką, że mógłbyś ją jeść w tonażu. W Lublinie u koleżanki w sumie całkiem przez przypadek jadłeś najlepszą zupę- krem z dyni, jaką ktokolwiek mógł przyrządzić. W Poznaniu, mieście podziemnej pomarańczy, idziesz na kaczkę. Nie lubisz jej, ale jesz ją tak szybko jakbyś w życiu nie widział jedzenia. Uśmiechasz się, kiedy coś przypadkiem zasmakuje tak samo, ale właśnie dla niesamowitości smaku jesteś wydać każdą kasę, żeby go powtórzyć.

Kiedy Słyszysz…

Pezet nazwał to Miejskim Soundem. Miał rację. Miło wspominam mieszkanie przy wjeździe karetek we Wrocławiu na „trójkącie bermudzkim”. Pamiętam jak w Olympic Beach jadłam na śniadanie kanapki z mozarellą słuchając krzyczących na siebie Włochów. Otulam się wspomnieniem odbijających się od marmuru stóp żołnierzy przy zmianie warty w Atenach. Dźwięk dzwonów kościelnych w katedrze ukajał rozhuśtane do białości nerwy. Pamiętam jak małpy w zoo wskoczyły na ogrodzenie. Śmiałam się wtedy tak głośno, że aż płakałam. Kiedy budzi Cię twój ulubiony zespół, który pośród kurzu przebija się przez płachtę namiotu możesz tak umrzeć. Słyszysz monotonny dźwięk w kopalni, kiedy stoisz na hałdzie. „Belle” od przystojnego francuza jest czymś, co świdruje twoją duszę. Klasyczny stukot butelek w malutkiej winiarni w Bernkastel – Kues nad Mozelą wysyła w odstawkę każde wino ze spożywczego dyskontu, jakie kiedykolwiek piłeś. A monotonny nieco starożytny dźwięk klasycznej karuzeli, która brzmi jak pozytywka jednocześnie przeraża Cię i podnieca. W Darłowie na latarni morskiej masz wrażenie ze gdybyś skoczył w stronę morza fale zabiłyby Cię samym dźwiękiem. Nie lubię barowego szumu za to uwielbiam kawiarniany szum. W Opolu jest taka kawiarnia na rogu gdzie masz wrażenie jakby każdy rozmawiał ze sobą. Echo w ruinach w Kopcicach nie jest zwykłym echem. Męskie brzmi jak damskie i na odwrót. A kiedy szeptasz, że „jesteś”, w mieście, które nigdy nie zasypia mój miejski sound nagle staje się kompletny.

Kiedy Dotykasz…

Nigdy nie dotykałeś miasta. Przyznaj się. Nikt nigdy nie zwraca na to większej uwagi. Bo czy pamiętasz prawdziwy kolor cegieł na zamku w Malborku? Pamiętasz, jaką nicią przetykane są wawelskie gobeliny? Faktury i struktury miasta potrafią być niesamowite. Ilość różnych powierzchni, jakie przewijają się przez nasze życie bardzo często omijamy nie zwracając na nie najmniejszej uwagi. W Międzygórzu, kiedy dotykasz zapory czujesz jej chropowatość a jednocześnie coś majestatycznego i bardzo wzniosłego. Woda w Kopalni Złota jest jakby cięższa a jednocześnie bardzo delikatna. Most miłości waży dużo więcej niż powinien, co nie przeszkadza mu jednocześnie ulotnym i eterycznym. Piasek na plaży we Włoszech jest tak delikatny, że powietrze obok niego drży. W Pradze szukałam pocztówek w lokalnym małym sklepiku. Znalazłam matowe, po których palce nie prześlizgiwały się a zostawały na chwile chłonąc energię. Asfaltu nigdy nie poznasz lepiej jak leżąc na nim i drąc się w stronę nieba, że ręce sobie być dał odciąć, że hamulce jednak działają. A potem doświadczasz przyjemnego ciepła bijącego od niego i przejeżdżając po nim dłonią czujesz niespotykaną fakturę. Kiedy klęczysz żeby wsadzić w ziemię cholerną dynię wiesz, że będziesz musiał umyć ręce (co u mnie jest na granicy z obsesją) jednak robisz to. Pękające w dłoni pecyny błota dają Ci pewien rodzaj władzy. Skaczesz po kocich łbach nad głową góruje Ci zamek, mijasz kutą bramę i skaczesz dalej i wpadasz w poślizg. Przecież po mokrych kocich łbach się nie skacze. Zawsze o tym wiedziałeś…

Kiedy Widzisz…

Otwórz szeroko oczy i nie zasłaniaj ich obiektywem (mówię to ja – pseudo fotograf). Niech migawką będą twoje oczy. Zatrzymuj te chwile. Układaj je w szufladkach i wyciągaj wtedy, kiedy masz na to ochotę. TO, CO ZOBACZYSZ NIKT NIGDY CI NIE ZABIERZE. Ogrody Gaudiego. Wielki Mur. Katedra Notre Dame. Most Golden Gate. Wieża Eiffla. Statua Wolności. Jesteś pewny, że zrobiłbyś dobre zdjęcie tego, co widzisz szeroko otwartymi oczami?

linia

Dlatego właśnie każde miasto powinno być w kolorze Tiffany Blue – luksusowe, drogie, nieuchwytne dla wszystkich.

Znajdź swój Patent na Luxus i daj się porwać swoim zmysłom.

Nie siedź przy komputerze nie czytaj tego postu. Wyjdź i popatrz na zachód słońca. Masz jeszcze chwilę czasu.