Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
_6210919-2

Jak dziecko jest ładne, to jest ładne

Nie lubię dzieci i każdy o tym wie. Ślinią się. Wydalają zbyt dużo. Jedzą coś, co nie przypomina jedzenia. Płaczą. Smarkają. Krzyczą. Znowu się ślinią. Nie chcą spać. Jednak muszę przyznać, że niektóre dzieci kocham miłością stałą i absolutną. Dlaczego?

„Mam wrażenie, że nigdy nie byłem dzieckiem” – jak powiedział Hrabia Olaf w filmie o sierotach. Ja na całe szczęście odnoszę jednak wrażenie, że jednak owym dzieckiem byłam. I tak wiem, że też byłam różowym ohydnym COSIEM, co robił pod siebie. Głupie tłumaczenie „ty też tak robiłaś”, kiedy mówię o ohydności bycia noworodkiem drażni mnie bardziej niż byka czerwona płachta. Wiem, że dzieckiem byłam. Wiem to doskonale. Dzieciństwo też miałam całkiem przyjemne. Ale to nie daje jakiegoś durnego nakazu „byłaś dzieckiem masz kochać dzieci”, idąc tym tokiem myślenia nie mogę lubić fok, bo ową foką nie byłam!? W naszym społeczeństwie w całkowitej normie jest, kiedy kobieta nad każdym wózkiem napotkanym na ulicy kuli się jak kretynka, po czym zaczyna „tiutkać” jak do idioty. Tego też nigdy pojąć nie potrafiłam. Okej. Pojawiło się na świecie. Jest zdrowe. Jest git. To, że nie mówi i nie ma zębów nie zwalnia Cię chyba babo z obowiązku, żeby mówić do niego jak do człowieka a nie tworzyć dziwne zdania w stylu „a cio to taka ładna stopeczka, (po czym następuje manewr całowania owej stopy)”. Szczytem jednak jest „ a tititi” „ a bububu” KURWA no! Może to jest i słodkie i urocze, ale patrząc z mojej perspektywy nie tyle wygląda to śmiesznie, co żałośnie. Imaginujcie sobie sytuację, że nagle szef za dobrze wykonane przez was zadanie łapie was za policzki i robi w nagrodę „a tititi” … no chyba niekoniecznie. I nikt mi nie powie, że to inna sytuacja. Będę się kłócić o to. Bo to, że wy macie lat czterdzieści ,a dziecko ma rok nie znaczy, że należy traktować go jak półgłówka.

Nie bronię dzieci. Chociaż tak to może wyglądać. Jednak, jeżeli chcemy mieć normalne, mądre społeczeństwo traktujmy to nowe coś, jako nową komórkę życia, która kiedy będzie walczyć o posadę na rynku pracy. Mówmy do niej jak do człowieka. Urocze mówienie „kredków” zamiast kredek albo „poszedłembym” przy asyście śmiechów i zachwytów mamuni i wszystkich ciotek utwierdza dziecko w przekonaniu, że coś zrobiło dobrze. Karcenie i poprawianie jest zbrodnią na miarę Fritzla, co trzymał rodzinę w piwnicy. Przestępstwo zostało dokonane. Matka Cię nienawidzi, ale chociaż masz poczucie spełnionego obowiązku, że zrobiłeś coś dobrego dla świata i dziecko jednak będzie poprawnie mówić.

Ludzie głupieją, kiedy widzą dziecko. Wpadają w jakiś taki dziwny amok. Jest dziecko, potem długo, długo nic. Naprawdę mam w dupie czy karmisz piersią czy butelką czy dziecko ma wysypkę czy sra regularnie i czy właśnie wjebało swoją pierwszą kaszkę wyglądająca jak przemielony kał. Serio. W dupie to mam. Nie rozczulam się nad dziećmi znajomych, bo mnie to nie kręci. Bo wyszedł ząbek. Bo podniósł głowę. Bo usiadł. Bo zaczął chodzić. Doprawdy niesamowita sytuacja. A licytacje, które dziecko, kiedy zaczęło mówić to już mi się w ogóle w standardach nie mieści. Wychodzę na gbura i chama w dodatku bez uczuć, bo jak można nad pimpkiem takim małym się nie rozczulać. Powiem wam. Można.

„Dzieci są ważną częścią ekosystemu” – Hrabia Olaf

„Dziecko wporzo” – czyli takie, które jestem w stanie zaakceptować, dla mnie zaczyna się od chwili, kiedy jest się w stanie ze mną komunikować. Werbalnie lub niewerbalnie. Nie wymagam cudów. Po prostu nie jestem w stanie z darcia się w niebogłosy wywnioskować czegokolwiek sensownego. Na całe szczęście nie musze przebywać, na co dzień z takimi dziećmi. Wszystkie dzieci nie są nasze. Znaczy wasze może są. Moje niekoniecznie. Żeby nieco wyrównać poziom nienawiści napiszę jednak, że i ja mam dwójkę dzieciaków, które kocham. Znaczy nie personalnie moich prosto z mojej waginy aczkolwiek kocham jak własne. Dla jednego jestem Ciotą Leszkiem (zabijcie mnie nie wiem, czemu),a dla drugiego Kuzynką Owcą. Antek i Hanka wyrabiają moje normy. Nie potrzebuje więcej dzieci do szczęścia.

Najśmieszniejsze jednak jest zaspokajanie własnych ambicji przez „szalone nowoczesne mamusie”, kiedy dziecko jest już w miarę ogarnięte. Te dzieci wyrabiają 480 % normy w pochodach majowych szłyby na czele. Balet. Siatka. Skrzypce. Fortepian. Język Hiszpański. Judo. Karate. Jakby się nudził kółko literackie i historyczne. Wyjazdy na olimpiady matematyczne. Do tego chłopak obowiązkowo musi mieć męskie zajęcia typu koszykówa tudzież piłka nożna a dziewczynka najlepiej jakby brała udział w konkursach piękności.

O tak. Konkursy piękności są jakimś dziwnym tworem. Dzieci, które mają 2 lata wyglądają jakby miała 15 lat. Pedofilia się szerzy. Doprawdy dziwne. Przedziwna sytuacja. Wypacykowane do granic możliwości laleczki chodzące po wybiegu, bo mamusie tak chciały – tłumacząc, że dziecko samo chce – uczące je zdrowej rywalizacji. Może w Polsce nie jest to tak popularne jednak na świecie to, co się wyrabia z tymi dziećmi woła o pomstę do nieba. Szkoda mi tych dzieci. Bardzo mi ich szkoda, że przez chore zapędy rodziców tracą dzieciństwo. Bo tak naprawdę „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko”, a nadopiekuńczość jest gorsza od faszyzmu.

Apel mam taki. Skoro już zdecydowaliście się na posiadanie dziecka niech to będzie „dziecko wporzo”. Dajcie mu być dzieckiem. Nie debilem, do którego się tiutka i nie nad zdolnym pseudo geniuszem, który cierpi na bezsenność. Dzieci wporzo są naprawdę spoko.

(Autor zdjęcia: Izabela Serwińska – zawody w Grójcu, modeluje słodka Zuzanna)