Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
188390

Ty, Maria Antonina i 4 inne osoby lubią to

Zamieniliśmy uczucia na emotikony. Nie wiem czy to przykre, bo sama tak robię. Internet steruje moim życiem. Tłumaczę sobie to tym, że się starzeje. Gówno prawda. Dużo bardziej wole wirtualny świat od realnego. Dlaczego? Bo tak mi jest dużo łatwiej.

Owucea log in…

Kilka kombinacji myszka + klawiatura i wkraczam w świat, w którym czuję się zdecydowanie lepiej. Follow the white rabbit. Era technokracji dosięgnęła mnie w sposób bardzo szybki i jednocześnie bolesny. Tutaj po zalogowaniu nie muszę patrzeć na fałszywe twarz, które szukają we mnie wad. Nikt mnie nie egzaminuje. Nie każe wstawać o 6 rano. Nie mówi, co mogę, a czego nie mogę. To dobre. Nigdy nie byłam złota. Złożona jestem głównie z wad. Nie jest mi z tym źle. Jestem arogancka i marudna. Złośliwa i uszczypliwa. Pamiętliwa. Wredna. Cyniczna. Sarkazm i Ironię opanowałam do perfekcji. Jestem nieprzyjemna. Ciężki mam charakter. Jestem zachowawcza i nieufna. Mszczę się za krzywdy. Zarozumiała, przemądrzała i zawistna. Zbiór cnót można by rzec. W całym tym cyrku pełnym moich wad tkwi jednak metoda. Wszystko to, cała ta dziwna otoczka, pozwala mi ukryć, co tak naprawdę we mnie siedzi. Boję się świata. Przeraża mnie. Przerażają mnie ludzie. Przeraża mnie dorosłość. Boję się, że się nie uda, że sobie nie poradzę. Boję się przede wszystkim o siebie. Zbyt mocno siebie szanuje, żeby narażać się na uszczerbek. Jest to poniekąd dorosłe. Prawda?

Nie lubię ludzi. Doszukuję się w nich spisków. Nie ufam im. Chyba nikomu nie ufam na sto procent tak naprawdę. Życie nauczyło mnie, że nawet te najpewniejsze punkty czasami zawodzą i człowiek może się konkretnie przejechać. Umiłowałam sobie wirtualny świat. Bo tutaj nie muszę się zastanawiać czy mogę komuś zaufać. Istnieję. Bez zobowiązań istnieje w tym wielkim kraju dryfując na desce z napisem Z A J E B I S T O Ś Ć . W życiu, tym prawdziwym, pośród obcych nie potrafię być pewna siebie. Tutaj w Internecie wszyscy mnie znają, jako wyszczekaną pyskatą Owcę, która zawsze ma swoje zdanie. Jak wielkie jest ich zdziwienie, kiedy przy spotkaniu, to pucołowate coś z dwoma kolczykami na pysku jest tą, co milczy. Siedzi smętnie i wpierdala orzeszki patrząc z pogardą na demagogów, nie odzywając się słowem. Wmawiając samej sobie, że ta banda idiotów i tak nie ma jej nic do zaoferowania.

Są wyjątki. Jak od wszystkiego. Każda reguła ma wyjątek. To taka reguła…Ci, którzy przeszli niezliczone fale mojego krzyku i wyzwisk poznają Izę, która okazuje się być duszą towarzystwa i kompanem do rany przyłóż. Jak bardzo jednak niewielu zna mnie z tej strony. To przykre. Kurewnie przykre.

Wirtualny świat wiele razy zaproponował mi lepsze układy niż prawdziwe życie. Czy jestem chora? Czy to jakiś problem? Przekładam znajomości internetowe na znajomości życiowe. Wiele z nich urwało się niczym połączenia podczas burzy. Kilka zostało i ma się dobrze. Jednak to ciągle znajomości internetowe. Mam świetnego druha, który przetrwał ze mną każdy mój stan emocjonalny i doskonałą towarzyszkę poznaną w świecie zupełnie odrealnionym. Kabel zamieniłam na nić porozumienia. I dobrze mi z tym. Pozwoliłam sobie na to, żeby spotkać ich poza obrzeżami internetu i wyszłam na tym bardzo dobrze. Nagle okazało się, że doskonale się rozumiemy, że mimo różnicy wieku, wzrostu, wagi i faktu, że ja olałam liceum, a jedno z nich skończyło filozofię, za to drugie ma trójkę dzięki i męża dogadujemy się niemal doskonale. Zaryzykowałam. Szczerze i z pełną powagą mówię o tym, że zaryzykowałam. Postawiłam wszystko na jedną kartę przenosząc Owcę z internetu do świata realnego. To nawet pocieszające i dające dziwną wiarę w ludzkość, że gdzieś tam po drugiej stronie kabla są jednak ludzie, którzy chcąc Cię słuchać i szanują twoje zdanie. A jako osobnik przemądrzały lubię poklask i podziw malujący się na twarzach ludzi. Znam się na polityce, książkach, muzyce, historii, kiedy trzeba nawet na koparkach i makrofagach. Inteligentna ze mnie bestia. I lubię jak ludzie to widzą. Jakże miło mi jest, kiedy mam, z kim dzielić się tą wiedzą, kiedy ktoś po jednym zdaniu pokiwa głową i rozumie. Lubię ludzi inteligentnych. A moi towarzysze z pewnością do nich należą.

Na wstępie mówię o tym, że zamieniliśmy uczucia na emotikony. A nie jest tak? Kiedy rozmawiasz z kimś na jakimkolwiek komunikatorze czy czacie czy czymkolwiek nie widząc ; ) lub : * od razu masz wrażenie, że coś jest nie tak. Rozmowa nie może się obyć bez emotikonek. Większość z nich pokazująca kretyńskie wyrazy twarzy na stałe wbiła się w nasz life-code. Robimy to odruchowo. Nie panując nad tym. Skąd wiesz, że KIEDY PISZE TAK znaczy, że jest to ważne? Bo internet jest chorobą naszych czasów. Śmiejesz się z dowcipów o IE wiesz, co blokuje reklamy i ile RAM-u musisz dołożyć, żeby komp sprawniej działał. Żyjemy w czasach lajków i internetowego fejmu. Bo przecież skoro nie masz konta na facebooku to nie istniejesz. Przenieśliśmy do internetu wszystkie nasze emocje od głębokiej nienawiści do czystej miłości.

Ludzie nie piszą już sobie rzewnych listów miłosnych, nie dzielą ich wojny i tysiące kilometrów. Jedyne, co może uniemożliwić dostarczenie listu miłosnego to słabe łączę. I nawet ja, miłująca słowo pisane, wolę puścić komuś maila niż fatygować się na śmierdzącą pocztę by stać w kolejce po idiotyczny znaczek. Ludzie nie mówią tak jak kiedyś. Ludzie nie piszą tak jak kiedyś. Ja tak nie robię, więc czego wymagam od ludzi. Jestem urzeczona możliwościami internetu, który i dla mnie był łaskawy, kiedy ktoś gdzieś na drugim końcu polski targnięty bodźcem zostawił mi miłosną wiadomość w miejscu absolutnie nie romantycznym. Trzymam ją przy sobie jak mantrę. Bo nigdy ani wcześniej ani później nie dostałam piękniejszego wyznania. Mailowo. Listownie. Sms-owo. Czy jakie inne medium sobie wymyślicie.

All these memories Bee…Ehh…

Good, old, fuckin’ best times. Maybe the greatest… But also dumbest at all. Junked all nite. All these times, memories, virtual psycho romances, silly acting like couple not being them at all, virtual loves, virtual hates, virtual acting everything we want just to spend some time with each other. Talking all nite. Or not talkin’ till sunshine came up. And then just sayin’ cold: „bye”, while it really meant: „luv ya so much” or „can’t wait to spend a night with you again”. Best, best fuckin’ times… Just hope they’ll came back…ever… It may be stupid, or you can call me crazy Bee but i think somewhere, somehow i really felt in love with u… Not virtually, seriously.

Alone, once again. Even though you told me you can’t come tonight, i’m still here, waiting. Why? I don’t know. But i’m pretty sure it’s stupid…yup, i know it is. But anyway, i keep on waiting… I used to wait for you like that many times. Waiting and always blindly hoping that maybe suddenly you’ll show up… I can’t change it. This place is just bringing me too many memories… Of you, of us, of everything we’ve been doin’g together Bee. Seriously…

Określa mnie wiele imion i tytułów. A każdy należy tylko do mnie. Internet mi to zagwarantował. Bee. Beatrice. Beatrycja. B. Applevine. Pszczoła. Robal. Owca. Owucea. Lisica. – Tysiące imion nadanych przez kilka lat życia przeze mnie samą i przez internetowych znajomych. Chcąc odłączyć się od życia w internecie próbowałam połączyć to wszystko w jedną spójną całość. Życiem tłumacząc grę, a grą życie. Izabela Irena Beatrycze. Bo Beatrycze to piękne imię. Bo taki mam nick w grze. Bo jak zrobisz inicjały B.I.I to brzmi prawie jak fonetyczna wymowa Bee. Odruchowo cieszy mi się micha widząc liczbę 21. Owca stała się moim pseudonimem. Każdy mnie zna z tej nazwy. Boję się Lisów. Florian Lis Applevine mój wirtualny ojciec. I wszystko po to, żeby było logiczne. Ułożone. Jeśli kiedykolwiek ktoś powie mi, że potrafi rozdzielić grę i życie. Zaśmieje mu się w twarz…jeśli oczywiście nadarzy się taka okazja. Nie da się tego rozdzielić. Po prostu nie da i już.

Życie po wylogowaniu potrafi być okrutne. Wpływać na nas nie pozytywnie. Takie są reguły rządzące życiem log out. Nie możesz wymienić broni jak w Counter Strike. Nie możesz dołożyć inteligencji, żeby wyrosły Ci zioła. Tam żyje się łatwiej. Dużo, dużo łatwiej. Internet jest dobry. Dzięki niemu mamy dostęp do rzeczy, do których w normalnych warunkach nie mamy dostępu. Problem w tym czy potrafię jeszcze zamienić emotikony na uczucia…

Owucea log out…

Life log in…