Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
tumblr_n7fp4ju6yt1r1arpmo1_1280

5 rzeczy które nie sprawią, że będziesz zajebisty

Panuje pewien trend. Kreowanie siebie pod publiczkę. Cholerne parcie na szkło, żeby tylko nas zauważono i podziwiano. To biedacki trend. Przekonałam się na własnej skórze, że jeśli za dużo ludzi zaczyna się Tobą interesować nic dobrego z tego nie wychodzi.

  1. Brak umiejętności matematycznych

Nie lubię matematyki. Nie, że nie rozumiem. Po prostu jej nie lubię. Fakt, że nie wiesz, co to silnia i nie znasz wzoru delty to nie powód, żeby się tym chwalić. Nie jest to powód do dumy. Zaręczam. W którymś momencie mojego istnienia stwierdziłam, że nie będę umysłem analitycznym i zwyczajnie przestałam się do matematyki przykładać. Ogarnia mnie pusty śmiech a me usta wygina najbardziej sarkastyczny z uśmiechów, kiedy słyszę, jak ktoś głośno mówi o tym, że fakt, że nie potrafi liczyć czyni go humanistą. Powiem Ci to oficjalnie – nie jesteś humanistą, jesteś idiotą. Jeżeli masz czelność nazwać siebie humanistą to znaczy, że nie znasz nawet definicji tego pojęcia a humanizm oznacza dla Ciebie umiejętność czytania i pisania. Gratuluje, prawdopodobnie nigdy nie zaszczycę Cię rozmową. Bo weźmy przykład prosto z życia. Jesteś w pracy. Kalkulator akurat wyzionął ducha. Komputer stwierdził, że się zawiesi, ręce trzęsą Ci się jak na heroinowym głodzie a ty musisz wyliczyć VAT i posłać go dalej, bo właśnie mija termin wpłat. Bądź twardy wytłumacz przełożonemu, że będzie musiał zapłacić karę, bo jesteś HUMANISTĄ. No dalej kozaku…Zrób to.

  1. Czytanie książek / Nie czytanie książek

Dlaczego zawarłam to w jednym punkcie? Bo Polacy kochają skrajności. Albo dudnią na prawo i lewo, że czytają 7568 książek rocznie i to takich po minimum 1000 stron albo mówią, że w ogóle nie czytają. Nie rozumiem tego zjawiska. Są takie chwile, kiedy czytam. Jak oszalała, a potem mi przechodzi i stukam w klawisze grając w grę tak żałosną, że ostatnie szare komórki w mojej głowie płaczą. Do tego dochodzi odwieczna wojna pomiędzy jednym a drugim ugrupowaniem. Jak już kiedyś wspomniałam jestem takim masochistą i wdaje się w te dyskusje. Bawi mnie to nieco. Bo na logikę – jeżeli czytasz 7568 książek rocznie po minimum 1000 stron to znaczy, że nie robisz nic innego (wchodzi tutaj w temat ludzi jednej pasji), bo najzwyczajniej w świecie nie masz na nie czasu. Jeżeli możesz pozwolić sobie na to, żeby nie robić nic innego wliczając w to: chodzenie na zakupy, pracę, malowanie mieszkania, narzekanie na rząd to albo masz bardzo spoko rodziców, którzy mają bardzo dużo pieniędzy i możesz rozwijać swoją pasję albo jesteś dziwakiem, co karmi koty i sam tą karmę zjada i generalnie żyje z dnia na dzień. Jedna i druga opcja dość słaba. Z kolei, jeżeli nie czytasz wcale to znaczy, że twoje życie jest bardzo smutne i przykre. Mój tatuś zawsze mówi, że w niektórych domach wydaje się, że jednym papierem jest papier toaletowy. Z takimi ludźmi nie ma, o czym rozmawiać. I tak po prawdzie to nie wiem, której grupy mi bardziej szkoda. Ani jedno ani drugie nie jest powodem do dumy w każdym razie. Zdecydowanie.

  1. Picie na umór

To mnie zawsze dziko fascynowało. Jaka frajda jest w tym, że wypijesz 12 piw? Przecież to bardzo nie ekonomiczne. Ja się bez bicia przyznaję, że po 12 piwach zapewne zabrałaby mnie karetka. Mam słabą głowę. Jednak najbardziej lubię przechwalanie się w wykonaniu samców (boże tak bardzo feministycznie to zabrzmiało), którzy licytują się, kto więcej nie wypije a potem padają jak muchy przy drugim kieliszku wódki. Serio? Miało mi to zaimponować. Coś nie pykło chyba. Mieszkam w małym mieście. Mamy 4 bary. Jeden dla żuli. Drugi dla żuli, co lubią disco polo. Trzeci dla dorosłych i Czwarty gdzie należy się pokazywać. W owym czwartym barze najbardziej należy się pokazywać, kiedy ktoś wrócił z zagranicy. Bardzo lubię obserwować te persony. Wrócił z Holandii czy Anglii gdzie nakurwiał na zmywaku po 14 godzin, ale w barze jest panem. Jednak flaszka, druga. Rachunek rośnie. Za owe dwie flaszki w sklepie kupiłby sobie pięć. Ale panie. Lans to podstawa. Drinki dla dziuń, które mają więcej na wierzchu niż ukryte. Na flagi zużywa się więcej materiału. I siedzą. Rozprawiają o nowym Golfie III (oficjalnie powiem TO NIE JEST SPORTOWY SAMOCHÓD). Pęka trzecia flaszka, rachunek oscyluje w granicach 5 stówek, dziunie chodzące do kibla stadami, (co też mnie fascynuje) podtrzymują sobie włosy wydalając kolorowe drinki i rozmawiając z bogiem przez wielki biały telefon. Mężczyźni zarzynają się wódką, chociaż nie widza już na oczy a ich mowie bliżej do delfiniego niż polskiego. Tak doprawdy jest się, czym chwalić. Bezpodstawne obietnice OD JUTRA NIE PIJE idą w pizdu, kiedy ktoś zapyta jak było – Stary wypiliśmy tyle, że nie wiem, co się działo. Okej. Spędziłeś bardzo produktywnie wieczór. To się chwali.

  1. Jestę Artystę

Leonardo był artystą. Mozart też był artystą. Dali był artystą. Avedon był artystą. Pajac w za dużym kapeluszu wyglądający jak bezdomny stojący obok płótna z dwoma błękitnymi paskami, w spodniach o długości „woda w piwnicy”, nie jest artystą. Może jestem staroświecka a może jestem ignorantem. Odkrywam, że każdy może tytułować się artystą, jeżeli taki akurat będzie miał kaprys. Zasady umarły. Podziwiamy coś, czego nie rozumiemy. Nie pojmuje tego. Kiedyś w galeriach podziwiało się prawdziwą sztukę. Wysublimowane dzieła niedostępne dla każdego. Teraz obiera się tam ziemniaki. Nie do końca wiem w imię, czego. Wystarczy kilka tatuaży, kolczyków może kolorowe włosy, wyznaczenie swojej inności, plus medium, przez które można pokazać siebie i już można tytułować się zaszczytnym mianem Artysty. Bajońskie sumy idą na obrazy, które nie są nawet ładne, nie mówię już o innych określeniach, którymi z pewnością byłby terminem adekwatnym do dzieła mistrzów. Ludzie bez zaplecza, bez jakiejkolwiek wiedzy mówią mi, co jest dobre a co jest niedobre. Internet zatarł absolutnie linię między twórcą a odbiorcą. Odbiorca może być jednocześnie twórcą posiłkując się innymi twórcami i zdobyć własne grono odbiorców (przeczytałam to zdanie kilka razy. Pleonazm jak chuj). Ostrożnie dobierajcie to, czemu hołdujecie. Fałszywe bożki czekają na każdym kroku.

  1. Aktywista internetowy

Share = karma. Share = woda. Share = jebnięcie młotkiem w łeb. Zjawisko internetowego aktywisty jest dość mocno widoczne na naszym ukochanym portalu społecznościowym. Apele o pomoc w wypadku nieznęcania się nad zwierzętami zalewają moją tablicę z taką częstotliwością, że scroll nie jest w stanie ogarnąć prędkości przesuwania. Szlachetne grupy ze wsparciem dla Dawidka, Piotrusia czy innego wybranego imienia. Czy to daje spełnienie jakiegoś obowiązku? Tłumaczenie się, że jest to nagłaśnianie sprawy. Dobra. Ilu z was aktywiści kiedykolwiek wrzuciło coś biednemu do puszki, podzieliło się bułką z bezdomnym, pomogło starszej babci przejść przez ulicę? Ja jestem egoistą. Nie agituje na prawo i lewo, że noszenie futer jest złe. To rzecz oczywista, więc, po co o tym dudnić na każdym kroku. Wspieram WWF. I to zaspokaja moje potrzeby pomocy. Czy naprawdę myślicie, że wasze tablice zalane apelami o pomoc coś zmienią w jakimkolwiek życiu? Przecież tak naprawdę nie zrobiliście do cholery nic. Bym zapomniała o Aktywistach – Zbawcach. Jak będziesz jadł mięsto to umrzesz! Doprawdy zacna teoria milordzie. Ja naprawdę rozumiem wegetarian. Bez mięsa da się żyć, ale po co uzdrawiać cały świat. Do cholery. Człowiek to drapieżnik. Musi żreć mięso. Nikt nie czepia się wegetarian, że żyją jak króliki. Więc czemu oni pragną zbawić świat ?

Na obrazku są króliczki. Bo króliczki są zajebiste.

Mimo, że nie są humanistami, nie piją, nie czytają książek, nie są alternatywne i nie bronią praw innych króliczków.

Króliczki są.

I to czyni je zajebistymi.