Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
o-FATHER-DAUGHTER-facebook

Marsz w przeszłość

Jak byłam mała zakładałeś mi tą cholerną błękitną sukienkę, której szczerze nienawidziłam, patrzyłeś wtedy na mnie smutnymi, ciemnymi oczami. Nie chciałeś mieć córki, dlatego z przyzwyczajenia wszyscy mówili do mnie Kuba. Ta niebieska sukienka była pewnego rodzaju manifestacją, wiem to.

Jedynaczka. Ma, co chce. Rozpieszczona księżniczka. Córeczka tatusia. Tysiąc określeń, którymi karmiłeś publiczność tuląc mnie do siebie i pokazując fałszywą szczerość. Dumy ojciec z dumną córką. Trzymałeś mnie za rękę na niedzielnych spacerach i jadłeś morwy opowiadając historie o zamkach i królewnach. Pokazywałeś mnie jak okaz w cyrku. Bo przecież babcia nie była zadowolona z faktu, że nie przekażę dalej nazwiska. Tak. W tej rodzinie liczy się tylko to. Dziurawiec? Czy nie tak nazwała mnie babcia, kiedy się urodziłam? Byłam twoją porażką. Porażką, której nie dało się zatuszować.

Rządziłeś twarda ręką. Ręką, która nie raz była przyczynową ferii barw na mojej skórze. Doprawdy to takie dorosłe bić młodszego i słabszego od siebie. Twoje ego na pewno wtedy rosło. Zwyciężałeś za każdym razem. Nie walczyłam, nie miałoby to sensu. Aż do tego pamiętnego dnia, kiedy postawiłam się, chociaż krwawiła mi warga i nie płacząc spojrzałam Ci w oczy i powiedziałam „dość”.

Słyszałam setki historii o stanie wojennym. To ten rodzaj historii, który przemielony tysiąc razy nadal budzi pewien respekt. Będąc mała lubiłam ich słuchać miały w sobie czar dni, których ja nigdy nie poznam. Które normalne dziecko wie co to T-34 i RKM? Jedyna ich sens dotarł do mnie dużo później. Przestałam patrzyć w ten charakterystyczny dla dziecka naiwny sposób i zrozumiałam. Zrozumiałam, że to stan wojenny i lata spędzone w wojsku sprawiły, że jesteś tym, kim jesteś. Rozkazywałeś, ale ja nie byłam twoim plutonem nie musiałam Cię słuchać a ty w jedyny znany sobie sposób starałeś się mnie złamać. Ból fizyczny nie równał się z bólem psychicznym. Potrafiłeś to robić. Złamał być dąb, jeśli właśnie tego byś zapragnął. Co mogła zrobić piętnastolatka? Wybrała jedyny znany sobie z opowieści sposób. Była jednoosobową opozycją i niczym Ruch oporu po cichu negowała każdy twój krok.

Znienawidziłam wojsko i własny kraj. Tak. Ty to sprawiłeś. Nienawidziłam cały swoim nastoletnim sercem wszystkiego, co związane z dyscypliną i patriotyzmem. Negowałam wszystko. Wszystko, co miało określony ład było złe. Wszystko, co podlegało jakimś prawom stało się złe. Czasami wbrew sobie robiłam pewne rzeczy, byle tylko zrobić Ci na złość.

Ćpałam, piłam i uprawiałam przelotny seks, a potem wychodziłam z Tobą na miasto i szczerzyłam się do twoich znajomych. Nie udawajmy. To małe miasto. Każdy wiedział, co robię. Wszyscy wiedzieli, że jestem tą zła córką. I wiesz, co? Kurewnie mi z tym było dobrze. Sprzeciwiałam się dla samego faktu sprzeciwiania. Jeśli ty mówiłeś TAK jak mówiłam NIE, tak dla zasady. Byle dolać benzyny do stosu, jaki pomiędzy nami płonął.

Mówiłeś o ideałach, o czubku własnego nosa i własnych racjach. Uczyłeś mnie, żeby zawsze żyć z zgodzie z własnym ja. Nie oglądać się na innych. Nie tłumaczyć. Nie klękać i nie kłaniać przed nikim. Wiele prawd, których mocy tak naprawdę nie znałeś a które ja i mój umysł wsadziliśmy do szufladki z napisem „Zapamiętaj”

„Jaka podobna do ojca”. Nie masz kurwa skarbie pojęcia jak bardzo Tak samo chodzimy, tak samo szybko wpadamy w złość, tak samo mówimy i mamy nawet podobne pismo. Myślimy tylko inaczej, bardzo, bardzo inaczej.

Jako dziecko bawiłam się niezliczoną ilością resoraków i targałam kolana spadając z drzew i goniąc po podwórku z drągiem w ręce za moim bogu ducha winnym sąsiadem? Chciałam być powodem twojej dumy. Chciałam być Kubą, którego zawsze chciałeś mieć, a którego w błękitnej sukience nigdy nie widziałeś. Lata później zrozumiałam, że tego nie przeskoczę. Pokazałam Ci, że potrafię być gorsza niż stado chłopców nazwanych Kubą. Pokazałam Cię, że potrafię być jeszcze gorsza niż ktokolwiek mógłby sobie wyobrazić. Stałam się powodem twojego wstydu. Odniosłam zwycięstwo.

Wojna trwa. Niezliczona kawalkada kłótni zaczynających się od błahych i z pozoru nieważnych rzeczy. Źle postawiony kubek, niedomknięta lodówka. W którymś momencie ja krzyczę a ty śmiejesz się szyderczo. Problem polega na tym, że jestem pełnoletnia i straciłeś nade mną władzę. Musi Ci być przykro. Jakoś mało mnie to obchodzi

Boli Cię, że wyjeżdżam z domu, kiedy chce, że wychodzę nie mówiąc, kiedy wracam, że znikam na tydzień i nie zadzwonię. Cóż. Stworzyłeś mnie taką. Naucz się, więc, że nigdy krzykiem i biciem nie zjednasz sobie czyjegoś zaufania. Mozolnie i z uporem sam tłumaczyłeś mi, żeby nie walczyć z wiatrakami. A co sam teraz robisz? Własna droga. Mówiłeś o niej tak często. Nie dodałeś, że chodzi o twoją drogę. Drogę, która nie poszłam.

Dlatego właśnie tak bardzo się dziwię, że unosisz się, kiedy w końcu odnoszę wrażenie, że znalazłam swoją drogę. Kiedy wściekasz się na mnie, że pojechałam daleko od domu by uczestniczyć w tak ważnym dla każdego Polaka dniu? Toczysz ze mną wojnę przeciwko własnym racjom. Czy to nie o Patriotyzmie tyle mnie uczyłeś?

Pogódź się, że nie jestem już małą dziewczynką, którą brałeś za rękę i szedłeś porzucać kamieniami do jeziora. Dorosłam. Biorę w dłoń flagę i idę przez Warszawę modląc się o własne życie. Tak. Na tym polega moja dorosłość. Jestem materializacją wszystkich twoich ideałów. Na tym, że sama martwię się o siebie i swoje załzawione oczy a nie ty zaklejasz mi plastrem przecięty palec. Pogódź się z tym, że wprowadziłam w życie to, co zawsze wtłaczałeś mi do głowy. Patrzę na czubek własnego nosa nie liczę się z tym, co myślisz, nie kłaniam się przed nikim. Czy nie tego właśnie chciałeś…tato?