Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
original

Merry Kissmyass

„Kasy Kulczyka, Fury Rydzyka, Mocy Pudziana, Chaty Beckhama, Humoru od rana, Cholesterolu w normie oraz świętowania Nowego Roku w dobrej formie”. Dostaje to i mam wrażenie, że ludzie mnie nienawidzą. Rymy Częstochowskie. Randomowe wierszyki. Boże święta przyszły. Czas wyłączyć telefon.

„Wiem jak podchodzisz do świąt, ale mimo wszystko Wesołych”. To są życzenia jakie przyjmuję. Wiedza o tym moi najbliżsi znajomi. Oni wiedzą, że kiedy dostaje kolejny randomowo wybrany z internetu wierszyk mam ochotę podciąć sobie gardło. Najlepiej tępym nożem a potem posypać to solą. Tak strasznie nienawidzę wszystkich pseudo śmiesznych wierszyczków o latających reniferkach z opłateczkami i życzonkami i pieniążkami i chuj wie czym. Nie cierpię tego pasjami. Jakby człowiek sam w swojej głowie nie mógł czegoś sensownego wymyślić. Internet tak przeżarł nam mózgi, że nawet lepiej od nas wie, czego życzyć znajomym. Jeśli nie wiesz, co mi życzyć to nie pisz. Zapewne i tak mam Cię w dupie skoro nie potrafisz sklecić dwóch zdań, po których na moim ustach pojawiłby się uśmiech.

I od cholernych życzeń rozpoczynam coroczną przemowę nienawiści na temat świąt.

Fałsz. Obłuda i Lizodupstwo (nie wiem czy istnieje takie słowo, ale who cares). To nie jest tak, że ja nie lubię świąt. Bo ja generalnie nic do nich nie mam. Istnieją. Nie zmienię tego. Ale walczę z ogólnie panującym szaleństwem, jakie rozpoczyna się pod koniec listopada. W przeczytanym ostatnio felietonie (zabij mnie nie pamiętam czyim….ale jak znajdę to dopisze…a raczej jak ruszę dupę z łóżka i łaskawie przejrzę ostatnia Politykę) ktoś trafnie zauważył, że grudzień nie jest miesiącem. On jest czasem podzielonym na trzy fazy. Okres przedświąteczny, świąteczny i poświąteczny (zwany sylwestrowym). Ludzie przez 31 dni grudnia wpadają w jakiś kurwa amok. Niekontrolowany zajob spowodowany czymś, co trwa w porywach do 2 godzin (nie wierzę, że ktoś siedzi dłużej przy wigilijnym stole. Nie wierzę i już). 400 Uszek, 1000 pierogów, 20 kg sałatki jarzynowej no i te dziwne moczki, kutie, pampuchy ki chuje, co nawet nie wiem, czym jest. Ale oni to robią. Gotują to. Kobiety nie śpią po nocach, bo musza gotować. Mężczyźni znoszą kartony z ozdobami świątecznymi. Dzieci biegają od choinki do kuchni. Tu zawieszą bombkę tutaj wyliżą z garnka trochę nieupieczone ciasta. Ja nie chce być złym prorokiem, ale albo dostaną srania od ciasta albo zabiją się na wirażu biegnąc do choinki. Zadbaj o swoje dzieci postaw choinkę w kuchni…powinni zrobić z tego międzynarodową akcję….

Należę do ludzi mocno wyczilowanych przed świętami, wyglądam generalnie jakbym paliła bardzo dużo marihuany. A tak naprawdę to mam to wszystko w dupie. Argument koronny: No jasne, nic nie pomożesz a potem będziesz to jeść. Nie jestem wybredna. Uszka z biedronki i barszcz z torebki mi wystarczą Ja i tak nie przepadam, żeby nie mówić nie lubię potraw wigilijnych. Prezenty kupuję przy okazji a zakupy rozdzielam na kilka faz, żeby nie stać jak pojeb z koszykiem wyglądającym jak mount everest. Uważam, że szaleństwa może dostarczyć nam coś znacznie godniejszego niż zakupy.

- Przepraszam puści mnie pan w kolejce ja mam tylko bułkę – rzekła miło do mężczyzny w kolejce. Ten odwrócił się zasępił niczym gandalf i ryknął – NIE! Każdemu się śpieszy – mlasnął przy tym obrzydliwie i odwrócił się ukazując oprószone łupieżem plecy.

NO KURWA

Chłopie z zakupów w twoim koszyku można by otworzyć osiedlowy sklep a ja mam tylko bułkę, bo pracuje i chce zeżreć śniadanie a potem wrócić do programu księgowego i wklepać te cholerne faktury. Chryste nienawidzę tego. Teoretycznie każdy z nich to katolik. Z tego, co się orientuje to życzliwość jest tam ważnym elementem. Stary jak ty później w te usta pakujesz sobie wafla na pasterce to żeby Ci piorun przy ołtarzu jebnął. Wesołych kurwa świąt.

Ale to nie tylko zakupy produktów spożywczych doprowadzają mnie do pasji. Nie. Jak już wyjdę ze swojej strefy zen puszczę w niepamięć prawdy na temat kultury tłuczone mi od dziecka do głowy okazuje się, że zakupy to pikuś.

- Prezenty – I na boga nie mam problemu z wymyśleniem, co komu kupić. Nie kupuje kolejnej bezsensownej glinianej figurki czy skarpet. Wiem, co mam kupić. Ja i moja determinacja spotykamy się jednak z mową życzliwości, której nie da się po prosu znieść. A może chcesz pani zakładkę do książki? Nie dziękuję. A może kupić pani drugą za pół ceny? Nie dziękuję. A może zapakować pani prezent? NIE DZIĘKUJĘ KURWA CHCE KUPIĆ TYLKO KSIĄZKĘ. A może kupi pani batonika w promocji? Wymiękam wtedy i kupuje wszystko, co mi zaproponują…byle się tylko zamknęła i wypuściła mnie od kasy. Wiem, że czterdziestu ludzi za mną ma ochotę mnie zabić, nie dostrzegają, że to nie moja wina, że tyle to trwa. Bluzgi, jakie idą w moją stronę, kiedy obładowana DODATKOWYMI prezentami dziwią nawet mnie. Jeżeli całujesz tymi ustami matkę. Shame on you!

- Choinka – Uwielbiam choinki. To faktycznie świąteczny symbol. Nie do końca jednak wiem, dlaczego. No, ale kocham i uwielbiam. A jednak jest coś, co w choinkach niszczy moje zen w sekundzie. Lampki…jebane kilometry lampek, którymi trzeba owinąć ten cholerny badyl. Ta nie świeci. Te nie łączą. Te wybuchły. Oplatasz się tym żeby je rozplątać. Potem deptasz, krzyczysz, bo nie działają. Błędne koło lampkowego piekła. Po dwóch godzinach, kiedy w końcu metodą naczyń połączonych z dodatkową dawką taśmy izolacyjnej w końcu wygląda to godnie odwracasz się a tam stoi karton, do którego mino swojej biomasy weszłabym na luźno, wypełniony bańkami. Ja pierdole – nie określa stanu, w jakim się wtedy znajduję.

- Kolędy – No to mnie drażni najbardziej. Gdzie nie pójdziesz tam lulajże jezuniu na zmianę z last christmas, które na boga kolendą nie jest i nie rozumiem, czemu utarło się puszczać to na święta, chociaż to piosenka o niespełnionej miłości (o zgrozo, która śpiewa gej, a śpiewa o dziewczynie). Idziesz srać w galerii handlowej zmęczony staniem w kilometrowych kolejkach, odwodniony i słaby a tam z głośnika leci Ci, „gdy śliczna panna”. No ja się czuje, co najmniej niekomfortowo. No Chryste. Albo ulepszenia, że dopiero przy 3 zwrotce orientujesz się, co oni tak naprawdę śpiewają, bo wyją i pieją i dodają sryliard ozdobników. Jak już masz śpiewać te kolędy to rób to kurwa godnie. Nie wydziwiaj. Śpiewaj. Są na tyle piękne, że w swojej pierwotnej formie jestem w stanie ich słuchać.

- Karpie – NIEBO DLA KARPI – tak grzmi moja siostra mniej więcej 2 tygodnie przed świętami. U nas w domu nie jada się karpi. Ja nie jem ich, dlatego, że śmierdzą nie ze względów ideowych. Bo i owszem rybkę opierdziele ze smakiem, ale karp jest dla mnie mulisty i najzwyczajniej w świecie paskudny. A potem idę po bułki i stoi tam ten plastikowy pojemnik wypełniony po brzegi biednymi karpiami. Poranione, nie mają jak oddychać. Jak już chcecie je żreć i z premedytacją uciąć im łeb to sprawcie, żeby odbywało się to w jakiś humanitarnych warunkach. Karać za to powinni. Foczki i niedźwiadki do ratowania są spoko. Karpie srał pies. Logika obrońców zwierząt.

- Żule – A tak. Żule to też element wystroju świątecznego. W moim mieście mają takie rewiry. Nie wiem jak to nazwać. W każdym razie w tych rewirach stoją od 3 do 5 i dyskutują. Znają się na wszystkim. Od polityki na promocjach kończąc. To, dlaczego jeden kurwa z drugim w lecie nie pomyśli, że przychodzi zima, podczas której jak sama nazwa wskazuje jest zimno. Bo oni biedni. Nie są biedni. Są banda idiotów. Bo oni są chorzy. Srani nie chorzy. Chorzy to są ludzie na raka. Alkoholicy sami się o to prosili. I nikt mi nie przetłumaczy i możecie nazwać mnie chamem. Nienawidzę. Pani da 5 zł, bo zimno. A mi ktoś daje? Nie! Ja musze wstawać o 6 rano i najebiać żeby to 5 zł zarobić. Też mogłabym stać na rewirze i rozprawiać o bóg wie, czym. Głupia nie jestem tematów by mi nie zabrakło, a jednak człowiek wymaga od życia czegoś więcej. ŻULE KIJ WAM W OKO.

- Łamanie się opłatkiem – Wafla nigdy dość. Jednak życzenia składane zanim owego wafla opierdolisz to jakaś cholerna farsa. „Żebyś bóg dał Ci skończyć szkołę” – A co do tego ma bóg? Uwikłana jestem w to ja oraz wykładowcy. Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Bóg da Ci zdrowie i Bóg da Ci pieniądze. Nie no ludzie. Żyjemy w Xxi wieku. Choroba nie wybiera jak wiadomo, a pieniądze są nie darem boga a pracodawcy. Ludzie uwielbiają mieszkać we wszystko Boga. Dajcie mu spokój. Niech siedzi na chmurze i nie wpierdziela się w ludzkie sprawunki. Nie można zeżreć tego wafla bez mieszania w niego boga?

Do tego do chodzi. Ubranie się godnie do stołu. Czytanie pisma świętego. Wspominanie tych, co umarli (sic! Ponoć święta to czas radości) no i dodatkowe nakrycie dla NIESPODZIEWANEGO gościa. No tak. Przecież to normalne wpuścić obcą osobę. CZAS NA EGZEKUCYJKĘ przy wigilijnym stole. Po co wszyscy strzepią się, żeby zamykać drzwi. WIGILIJNA TRADYCJA całuje was w pupę. Wpuść psychopatę do swojego domu.

Lubię świąteczną otoczkę. Lampki, kiedy już zdołam je rozplątać i rozblaski światełek w bańkach. Lubię zapachy parujące znad garnków i lubię wbijać goździki w pomarańcze. Lubię cynamon i kardamon i imbir i wszystkie korzenne przyprawy i kocham pierniki. I uwielbiam świąteczne motywy z jelonkami i choineczki i puchate stroiki i szaliki i czapki i kurtki i śnieg i kocham to wszystko. Kocham święta bez szaleństwa. Nauczcie się to łączyć do cholery, bo nerwy mam jedne.

Także no. Wiem, że jest po świętach. Ale wesołych świąt i czego tam sobie chcecie. Na przyszły rok mam was z głowy.

SPOILER ALERT: Jezus nie urodził się w grudniu.