Kontakt O mnie Współpraca Portfolio
rsz_h602_20_49 modified

Ćpanie butaprenu z wora, irokez, glany i „Fuck the system”

Jestem zwykła i nudna. Nie czytam super niszowej literatury. Nie słucham mega undergroundowej muzyki. Nie oglądam kina alternatywnego. Klasyczny nolife z internetem. Dzieciaki zakochane w bajkach Disneya wyrosły. Bambi umarł i trafił na ich sukienki. Jako symbol. Tylko czego ?

Nowy rok wymógł we mnie samej zastanowienie się nad własną egzystencją i zrobienie swoistego rachunku sumienia. Co zaczęte powinno zostać skończone. Co zaplanowane powinno zostać zrealizowane. Przemyślenia przychodzą w najmniej odpowiednim momencie. Tak jak to. Zrodziło się w głowie, kiedy trzymając w dłoni jakże hipsterski napój yerba lemonade o pięknej nazwie fritz-limo. (w moich czasach to się nazywało oranżada. Była biała i czerwona. Kto oglądał „Karierę Nikosia Dyzmy” kojarzy sławetny tekst, że ta czerwona jest barwiona farbką, i że bardziej to jebie wątrobę niż 40 lat picia wódy) obserwowałam podczas Katowice Tattoo Konwent kwiat polskiej młodzieży podążający Galerią Szyb Wilson i zachwycających się malunkami na ciele. Bynajmniej na mojej twarzy nie malowała się radość. Skłoniło mnie to jednak do głębokiej refleksji nad tym, że albo ja się postarzałam albo świat tak gwałtownie wyskoczył do przodu, że po prostu zostałam w tyle.

Nigdy nie lubiłam Katowic. Na liście ulubionych miast był daleko nawet za Łodzią, w której nigdy nie byłam. Jednak z dnia na dzień Śląsk (bo nie same Katowice) stały mi się bliskie do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie nie być tam kilka razy w roku. I ja wiem. Smog i opary i węgiel i umrzyjmy wszyscy najlepiej. Jednak w tym dziwnym skrawku Polski jest naprawdę dużo uroku. Oczywistym faktem jest jednak, że nie jeżdżę tam dla samego piękna śląska. Jako osobnik samolubny i egoistyczny z dzika skłonnością do egocentryzmu odnajduje tam miejsce, w którym przez kilkanaście dni w roku mogę pozwolić sobie na nieumyte włosy, worki pod oczami i cały ten syf, który w moim mieście uznawany jest za swoistą obrazę uczuć ludzkich. I właśnie tam przy stole w pewnej kuchni toczę rozmowy na tematy ważne i tak głupie, że gdyby głowy wybuchały ja już dawno swoje bym nie posiadała. Nie raz przy tym stole przy lokalnym wyrobie rozprawiałam z moją towarzyszką na temat tego, co dzieje się w dzisiejszym świecie jak fakt inności z annałów z napisem „złe – zostawić może zdechnie” stał się nagle rzeczą pożądaną, zarówno w telewizji jak i w internecie czy każdym innym medium, jakie dostajemy każdego dnia zanim zdążymy napić się kawy. Blogerki zachwalają, co w sezonie fall/winter 2014 będzie on top a co jest absolutnie passé. Potem miły redaktor mój Ci o gender i zadajesz sobie pytanie, dlaczego Polska dopiero teraz doszła, że takie coś jest (co swoją drogą jest idiotyczne a dowcip ‘To chłopiec czy dziewczynka…Nie wiemy…jeszcze nie zadecydował” idealne oddaje „powagę” całej sytuacji). A na końcu dostajesz świeżego jak bułeczki w pobliskiej piekarni newsa o księdzu pedofilu z Wypizdowa Wielkiego, który stracił parafie, ale WIERNI nadal widzą w nim duchowego przewodnika.

Kiedyś ktoś, kto pisał bloga był mięczakiem bez przyjaciół, który wylewał swoje smutki w internecie a i tak najpierw musiał połączyć się przez modem, który wydawał tak irytujący dźwięk, że jego smutek przez to stawał się jeszcze większy. O Gender nie było mowy, bo zacofany kraj był na etapie „Witamy przodowników pracy” czy „Bimber przyczyną ślepoty”. A księża i tak kradli i gwałcili tylko wtedy nikt o tym nie mówił. Dochodząc, więc do sedna sprawy:

Spierdolił się ten świat, bratku.

Jednak tym, co najbardziej mnie boli są zmiany, jakie widzę w zachowaniu młodzieży, no, bo chcąc nie chcąc myślę o swojej przyszłości. Jeśli ta banda brykających orangutanów ma zapracować na moja emeryturę to mam wrażenie, że już teraz powinnam pogrzebać się sama, bo o przyszłości nie mam, co myśleć. Nawet jak rzucę babce z Caritasu jakiegoś Jacobsa to najpierw cyknie słit focie i wrzuci na jakiś wzięty portal społecznościowy (palcem nie chce pokazywać na facebook, twittera i tumblr) podpisując #swag#yolo#babciaumiera#omg i cokolwiek jeszcze nie zapominając oczywiście o hashtagu (taaa….ciekawe czy wiedzą, że ta kratka się tak nazywa). Tak. To smutne.

Mam 24 lata a moim ulubionym zajęciem jest siedzenie w domu i czytanie książek ewentualnie puste przerzucanie programów i darcie mordy w srebrny ekran. Nie, nie mam nudnego życia. Czasami na nie narzekam, ale generalnie prowadzę dość rozwijający tryb życia. Mój umysł karmiony jest codziennie nowymi informacjami mniej lub bardziej ważnymi. Jednak w moim wieku (jak to strasznie brzmi), kiedy od 14 roku życia zaliczyło się tyle imprez, że spokojnie obdzieliłby 20 ludzi i jeszcze by zostało, to teraz najzwyczajniej już się nie chce i znajduje się rozrywkę w bardziej prozaicznych zajęciach (czyt. czytanie książek czy bezsensowne przerzucanie programów). Nachodzą mnie refleksje i główną bolączką mojej duszy i umysłu jest ALTERNATYWA

Imię + Nazwisko + photography + Nikon = wzięty fotograf. Cukier, słodkości i inne śliczności wchodzą w skład bycia alternatywnym i odmiennych od przyjętych schematów. Przecież kiedyś tak to nie działało, więc co sprawiło, że nagle uznawane jest to za normę. I tak, kpię sobie teraz z całego tego BOOM na hołdowanie dziwności. Artyzm umarł bardzo dawno. Muzyka trzyma się kurczowo wykałaczek dryfujących po oceanie pełnym szajsu. Dzieci, które w czasach, kiedy punk miał swój rozkwit nie były nawet w planach krzyczą teraz głośno NO FUTURE wymachując butelkami z jakimś super dziwnym piwem by być bardziej cool. Ideologia umarła. Nic nie ma podstaw. Bojownicy o wolność to teraz dziadkowie w kapciach. Litości. Wolność? Wolność w każdym calu. Zamknięta w okowach bycia Alternatywnym. Człowiek idąc ulicą i patrząc na małolaty nie jest w stanie stwierdzić czy są one od nas starsze czy młodsze. Nie mamy tez pewności, czy zaraz nie skocza do nas z problemem, bo nie spodobał im się nasz wzrok. Zdecydowanie nie tak wyobrażałam sobie świat. I nie mam pomysłu jak można go zmienić. Chociaż…zasadniczo to nawet nie wiem czy jest sens. Bambi i tak nie ożyje.

about this ad